Drażniąca i zasłaniająca treści reklama zniknie, jeśli klikniemy na malutką,
skierowaną w prawo strzałkę, znajdującą się w jej lewym górnym rogu.



Strona główna


Ostatnia aktualizacja tego działu: 26 XI 2006 r.


Pamięci Dr William'a Horatio Bates'a (1860-1930) - WIELKIEGO amerykańskiego okulisty, dzięki któremu uwierzyłem, że odzyskanie pełnej ostrości wzroku jest możliwe.

 
 "Światłem ciała jest twoje oko. Jeśli twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli jest chore, ciało twoje będzie również w ciemności." [Łk. 11, 34]


Metoda Bates'a na lepszy wzrok i nie tylko...

Czy jesteś pewien/-a, że dobrze widzisz?

        Jeśli tak, to nie powinieneś/-aś mieć trudności z dostrzeżeniem i policzeniem (bez rozpoznawania co to jest) punktów wielkości: 0,07 mm z 25 cm; 1 mm z 3 m; 1,75 mm z 5 m; 2 mm z 6 m; 17,5 mm z 50 m; 20 mm (2 cm) z 60 m; 350 mm (35 cm) z 1000 m, itd... {(odpowiada to wielkości kątowej 1' - na tej regule/proporcjach grubości zarysu liter/cyfr/obiektów do odległości, z której normalnie winny być widoczne, ułożone są wszelkie tablice do badania ostrości wzroku) por. punkt 3 rozdziału "Najskuteczniejsze ćwiczenia i zalecenia..." (tym samym kolorem)}, ułożonych - co ważne - w odległości odpowiadającej ich wielkości (tzn. punkt - wolny obszar o szerokości punktu - punkt - wolne pole itd.). Test ten można przeprowadzić w domu - najlepiej zlecić drugiej osobie aby naniosła kilka (od 2 do 9) czarnych punktów ("kropek" - najlepiej, aby tworzyły one kwadrat, koło lub coś do tego zbliżonego) na białą kartkę papieru oraz oddaliła się wraz z nią na odległość odpowiadającą wielkości punktów (w warunkach domowych: do 6 m - odległość, i do 2 mm - średnica punktu oraz przerw pomiędzy nimi) w dobrze oświetlone (uważać na olśnienie) miejsce. Nasze zadanie polegać będzie na dokładnym policzeniu (nie zgadywaniu!) tych gęsto położonych punktów. Jeśli za pierwszym razem prawidłowo ustalimy ich ilość - nie mamy się czym martwić (ostrość wzroku mamy 100%). Jeśli zaś z odpowiedniej odległości nie będziemy w stanie ich policzyć (nie próbować więcej niż 2 razy) - oznaczać to będzie wadę wzroku (najczęściej krótkowzroczność). W celu zorientowania się z jakiego rzędu wadą wzroku mamy do czynienia, powtarzamy badanie na zmniejszonym o 1 (lub kilka) m dystansie (kropek nie zmieniamy). Jeśli prawidłowo policzymy, procentową ostrość naszego wzroku (względem przyjętej normy) oznaczać będzie ułamek mający w liczniku odległość (w metrach) z której byliśmy w stanie prawidłowo policzyć, w mianowniku zaś odległość z której winniśmy byli móc to uczynić (przykładowo: liczenie 2 mm kropek z 6 m nie powiodło się, natomiast z 1 m poszło gładko, a więc nasza ostrość wzroku - nie mylić z widzeniem w ogóle, bo to nie zależy tylko od wyniku tego badania - wynosi 1/6, czyli ok. 17% względem przyjętej normy). Trzeba również zdawać sprawę z tego, że ostrość wzroku sprawdzana obuocznie (naraz) zawyża nam wynik jej pomiaru - wszyscy ludzie widzą wyraźniej, gdy patrzą dwoma oczami naraz. Podczas tego badania nie należy wysilać oczu (mrużyć powiek, napinać mięśni twarzy - można zaś przed tą próbą zamknąć na moment oczy celem ich odprężenia) - postępowanie takie nie da nam obiektywnego wyniku pomiaru (chyba nie zależy nam na okłamywaniu samych siebie). Jeśli chodzi o wartość dioptryczną odpowiadającą poszczególnym wynikom ostrości wzroku, to nie ma tu prostej, dokładnej zależności (reguły, przelicznika) - ogólnie rzecz biorąc wartość -1 dioptrii odpowiada wyraźnemu [bez rozmywania się (samych) konturów w zasadzie dowolnej wielkości obiektów - dotyczy to cieniutkiej linii ich zarysu (a w zasadzie nawet jej części)] widzeniu do odległości 1m włącznie (poza tą odległością linia zarysu zaczyna nam się "podwajać", mimo iż cały obiekt - zwłaszcza jeśli jest duży - widzieć możemy dobrze); -2 dptr. - do 66 cm; -3 - do 33; -4 - 16; ...itd..

        Gdy okaże się, że ostrość wzroku mamy zmniejszoną - spokojnie - nie wpadajmy w panikę. Nie my pierwsi i z pewnością nie ostatni mamy ten problem. Jeżeli nie zaufacie do końca szkłom lub - co gorsza - operacjom na rogówce (usuwającym jej część), to jestem pewien, że jeśli tylko naprawdę zechcecie, nie tylko będziecie w stanie go sami rozwiązać, ale rozwiążecie go wraz z innymi problemami zdrowotnymi, o istnieniu których mogliście nawet nie wiedzieć (bo któż z nas może powiedzieć, że w 100% jest zdrowy - chyba tylko chory psychicznie; 100% zdrowie jest ułudą - takie niestety jest życie - niemniej jednak należy do niej dążyć) z korzyścią dla całego Waszego organizmu (nie tylko oczu) a przez to, "zło" obrócić w jeszcze większe dobro i pożytek, czego z całego serca Wam życzę.  

Problem krótkowzroczności

        W III wieku p.n.e. Arystoteles stwierdził, że ludzie krótkowzroczni częściej niż inni mrugają i piszą z bardzo bliskiej odległości. W 1761 r. Morgagni dowiódł wydłużenia gałki ocznej u krótkowidzów, a kilka lat po nim Guerin odkrył związek krótkowzroczności ze wzmożonym napięciem akomodacji (pewnych mięśni oka). Niemal 100 lat później Donders wysunął hipotezę o dziedziczeniu krótkowzroczności. W 1867 r. Cohn wykazał na podstawie masowych badań ścisłą zależność krótkowzroczności od stażu szkolnego. Cztery lata po tym odkryciu Mannhardt doszedł do wniosku, iż krótkowzroczność powodować może wzmożona konwergencja (ruch zbieżny oczu) [Adams i wsp. 1990 za: Czepita 1999].

        Krótkowzroczność (miopia z greckiego myopia - "mrużyć") polegająca na tym, że promienie światła wpadające do oka skupiają się przed siatkówką, powodując niewyraźne widzenie przedmiotów w oddali, dotyka około 1,3 miliarda ludzi na świecie, a częstość jej występowania ciągle wzrasta [Working Group 1989 za: Sherman 1993]. Im wyższy rozwój cywilizacyjny społeczeństwa, co równoznaczne jest z większym nasileniem pracy wzrokowej do bliży, tym więcej ludzi cierpi na tę wadę [Adams i wsp. 1990, Angle, Wissmann 1980, Chen i wsp. 1986, Fangrun i wsp. 1990, Flitcroft 1989, Goss 1998, Zadnik, Mutti 1998 za: Czepita 1999]. W Polsce w 1954 r. krótkowzroczność występowała u około 15% młodzieży w wieku 14 – 26 lat, czterdzieści pięć lat później – u 29% uczniów szkół średnich [Walewski 2003]. Korekcji wzroku (wg okulistów) wymaga 41% czternastolatków i 49% dziewiętnastolatków [Wojtasiński 2003]. U osób krótkowzrocznych często występują choroby oczu, takie jak jaskra, degeneracja ciała szklistego czy odwarstwienie siatkówki - szacuje się, ze wśród głównych przyczyn ślepoty krótkowzroczność zajmuje 6 miejsce [Curtin 1985 za: Sherman 1993]. W Polsce 26 – 31% przypadków ślepoty spowodowanych jest krótkowzrocznością [Hańczyk i wsp. 1981 za: Czepita 1999]. Szacuje się, że w 2019 roku bardzo poważne problemy z oczami będzie miało przeszło 200 mln mieszkańców naszego globu [Stradowski 2004]. Według innych prognoz - dyrektora Centrum Badań Oczu w Sydney, prof. Brien’a Holden’a - najpóźniej w 2020 r. 70 % ludzkiej populacji będzie wymagało korekcji wad wzroku [Wojtasiński 2003, Nikodemska 2003].

       Czy taka niesamowita wręcz powszechność występowania krótkowzroczności, świadczyć może również o powszechności sposobu jej faktycznego leczenia, bynajmniej nie za pomocą szkieł czy operacji? Moim (i nie tylko moim) zdaniem tak - jedyne co potrzeba to: 1) odpowiednie żywienie i tryb życia oraz 2) stosowanie ćwiczeń i zaleceń dr Bates'a.

Osoba dr William'a Horatio Bates'a oraz jego odkrycie

         Doktor William Horatio Bates (1860 - 1930) - swego czasu jeden z najlepszych (jeśli nie najlepszy w ogóle jak dotąd - w co głęboko wierzę) okulistów pracujących w renomowanych szpitalach Nowego Jorku; wykładowca okulistyki; prowadzący również prywatną praktykę. Całe życie poświęcił badaniom funkcjonowania oczu i procesu widzenia. W 1919 r. wydał książkę The Bates Method for better Eyesight without Glasses (Lepszy wzrok bez okularów metodą Batesa – tłum. polskie), w której pozwolił sobie nie zgodzić się z ogólnie przyjętą teorią widzenia (notabene obowiązującą w okulistyce po dzień dzisiejszy) Helmholtza (głoszącą, iż ostre widzenie zależy od malutkich mięśni rzęskowych, znajdujących się we wnętrzu oka, które to niby "sterują" grubością soczewki - patrz: rys. 1b), i przypisał główną rolę w procesie akomodacji [wyraźnego widzenia obiektów położonych w różnej odległości - od 9 cm u ludzi z normalnym wzrokiem (u krótkowidzów jeszcze mniej - tym bardziej im większa wada wzroku) do granic widzenia w dal] nie mięśniom ciała rzęskowego (soczewce), lecz mięśniom zewnątrzgałkowym odpowiedzialnym (jak uważał) nie tylko za ruchy oczu (przemieszczanie spojrzeń), lecz także za wydłużanie i skracanie całego oka w jego osi przednio - tylnej (podobnie jak obiektyw aparatu fotograficznego czy lornetka). Wyraźne widzenie przedmiotów znajdujących się blisko wyjaśniał pracą dwóch (zewnętrznych) mięśni skośnych spłaszczających (wydłużających) gałkę oczną (podobnie jak podczas siadania na piłce)
, zaś proces dokładnego widzenia oddalonych obiektów - pracą czterech (zewnętrznych) mięśni prostych płaszczących (ściągających, "skracających") oko w kierunku przeciwnym (patrz poniższy rysunek). Za słusznością poglądów Batesa, iż oko funkcjonuje w ten sposób (za pośrednictwem mięśni zewnątrzgałkowych) przemawiają niewytłumaczalne przez okulistykę po dzień dzisiejszy przypadki wyraźnego widzenia przez niektóre osoby, którym z takiego czy innego powodu (np. zaćmy) usunięto soczewkę bądź urodziły się bez niej (!!!).



       Rys. 1a - zewnętrzna budowa oka. Mięśnie utrzymują oko we właściwej pozycji i sterują jego ruchami [za: Multimedialna Encyklopedia Człowieka 2001]. Dr Bates przypisywał tym mięśniom nie tylko odpowiedzialność za ruchy (przemieszczanie spojrzeń), lecz także za proces akomodacji (wyraźnego widzenia z bliska i daleka - zmiany kształtu oka). Uważał, że krótkowzroczność jest wynikiem nadmiernego napięcia mięśni skośnych oka, z jednoczesnym - siłą rzeczy - osłabieniem (rozciągnięciem) mięśni prostych; według niego akomodacja opiera się na zewnętrznych [a nie wewnętrznych - przy czym obstaje tradycyjna okulistyka, mimo, iż po dzień dzisiejszy nie jest w stanie dokładnie tego wyjaśnić (!!!) - por. od góry] mięśniach oka - odpowiednie napięcie mięśni skośnych przy pracy z bliska powoduje wydłużenie całej gałki ocznej w jej osi przednio-tylnej, podobnie jak ich rozluźnienie podczas widzenia do dali umożliwia bezproblemowe skrócenie oka poprzez napięcie mięśni prostych [w innym - odwrotnym - przypadku widzielibyśmy niewyraźnie, i w dal (bylibyśmy krótkowidzami), i z bliska (mielibyśmy dalekowzroczność)]. Poza tym, nawet trzymając się (błędnej - uważam) teorii widzenia Helmholtza, niemożliwe jest wyraźne widzenie w dal, przy napięciu mięśni rzęskowych (podrubieniu soczewki), charakteryzujące pracę wzrokową do bliży, podobnie jak też i sytuacja odwrotna, tj. wyraźne widzenie przedmiotów bliskich, przy rozluźnieniu tychże mięśni (spłaszczeniu soczewki), charakteryzujące pracę wzrokową do dali. Tak na dobrą sprawę, różnica między teorią widzenia Batesa, a Helmholtza polega jedynie na sporze co do miejsca i mechanizmu akomodacji, a nie jej istocie. W jednej i drugiej bowiem teorii, przy widzeniu z bliska organ
(u Batesa całe oko, u Helmholtza - jedynie część - tj. soczewka) się wydłuża, zaś przy widzeniu z daleka - skraca.



        Rys. 1b - wewnętrzna budowa oka
[za: Multimedialna Encyklopedia Człowieka 2001].

Istota metody Batesa

       Jak już wyżej wspomniałem, sedno całej sprawy tkwi w ciągłym utrzymywaniu nadmiernego napięcia (często wręcz ich zaciśnięcia na oku - możemy to nawet odczuwać) jednych mięśni (dwóch skośnych w przypadku krótkowzroczności), z równoczesnym osłabieniem (wymuszonym siłą rzeczy utrzymywaniem stanu nadmiernego rozciągnięcia) mięśni "antagonistycznych" [w omawianym przypadku krótkowzroczności: czterech mięśni prostych nie będących w stanie zmieniać kształtu gałki ocznej; swoją drogą, w wysokich stopniach krótkowzroczności - gdy "naturalnie" dochodzi do wytrzeszczu oczu (gałka oczna przybiera kształt piłki do rugby - oczy cały czas dosłownie wychodzą nam z orbit) - bardzo realnym staje się naderwanie lub zerwanie (że o naciągnięciu tutaj nie wspomnę) przynajmniej jednego mięśnia prostego]. Inaczej mówiąc: jedne mięśnie są eksploatowane ponad miarę (skośne), inne zaś wcale bądź prawie wcale (proste). Osobiście nie mam najmniejszych wątpliwości, że pierwszą i NAJWAŻNIEJSZĄ przyczyną takiego stanu rzeczy jest niewłaściwe odżywianie, drugą zaś - nadmierna praca wzrokowa (do bliży i nie tylko - w ogóle na ograniczonym polu i w złych warunkach - wymagająca ciągłej, długotrwałej i nieustannej koncentracji uwagi), a trzecią - daleko w tyle (i jeśli w ogóle jest to przyczyna, a nie skutek złego żywienia i - ewentualnie jeszcze - drugiej przyczyny) - stres oraz utrzymywanie niewłaściwych nawyków wzrokowych (jak uważał Bates). Otóż, zauważyłem, że wzmożone napięcie mięśni (oka i nie tylko) powodujące szybkie ich zmęczenie wynika z niedostatecznego zaopatrywania je w substancje odżywcze - węglowodany, tłuszcz i białko [dopiero w dalszej kolejności w witaminy i minerały, które to - notabene - bez dostarczania organizmowi odpowiedniego (podstawowego) pokarmu ("paliwa"), zdadzą się "psu na budę" (to tak jakby wlać olej do silnika, a do baka nic nie wlewać, albo wlać byle co], przy czym nie chodzi tu przede wszystkim o ilość jadła [choć ta też ma swoje znaczenie (
por. punkt 3 "Wydziału prewencji") - znaczne odchyłki w jedną czy drugą stronę bez chęci poprawy przez to swojej formy i kondycji (zrzucenia z siebie RZECZYWISTEGO, nie UROJONEGO - przesadne odchudzanie niszczy bowiem nasze mięśnie - nadmiaru tłuszczu, bądź zwiększenia masy mięśniowej) niczemu dobremu rzecz jasna służyć nie mogą], lecz o jego jakość [właściwe - dla każdego nieco inne - proporcje (oraz różnice tych proporcji w kolejnych posiłkach) węglowodanów do tłuszczy i białek; stopień przetworzenia i/lub zanieczyszczenia spożywanej żywności; wartość biologiczną białek, itp.], częstotliwość oraz kolejność spożywania odpowiednich posiłków w odpowiednim czasie, gwarantującą ciągłość dostaw energii i budulca (szczegółowo objaśniam to w dziale: "Odżywianie a myślenie, samopoczucie, wzrok, wygląd, kondycja, siła ..."). Złe odżywianie od razu odbija się w sposób niekorzystny na formie całego organizmu - mięśnie są po prostu mniejsze i słabsze (oczu również). Na zdrowy rozum zaś wiadomo, że o wiele więcej wysiłku potrzeba, by za pomocą dwóch mięśni skośnych opasujących gałkę oczną, spłaszczać ją (w celu wyraźnego widzenia, aby obraz z powodu bliskiej odległości nie ogniskował się za siatkówką - jak to ma ma miejsce podczas swobodnego patrzenia i niekoncentrowania się - lecz na siatkówce) pośrednio w pionie (stąd napięcie tychże mięśni, skutkujące szybkim zmęczeniem oczu podczas ciągłej pracy wzrokowej do bliży), niż bezpośrednio płaszczyć oko w poziomie czterema mięśniami prostymi (co charakteryzuje SWOBODNE patrzenie w dal - patrz rys. 1a).



     Rys. 2. Uproszczony przekrój oka miopijnego ze zdecydowanie najczęstszą odmianą krótkowzroczności - krótkowzrocznością osiową, a zarazem schemat przedstawiający zasadę działania typowej tablicy (Snellena) do badania ostrości wzroku [tutaj: przypadek osoby krótkowzrocznej - badany nie potrafi nazwać widzianej niewyraźnie ("całościowo" - tu: "połowicznie"; obszar maksymalnie ostrego widzenia znacznie przekracza pojedynczy zarys obiektu - to automatycznie przekłada się na złą jakość odbieranego obrazu, uniemożliwiającą jego prawidłowe rozpoznanie) litery]. W wyniku wydłużenia komory szklistej gałki ocznej ("zjajowacenia" oka) za sprawą ciągle i zdecydowanie ponad miarę napiętych dwóch skośnych mięśni zewnętrznych oka [podczas niewłaściwego posługiwania się wzrokiem (przetrzymywania w miejscu wzroku - nieodrywania go od widzianego obrazu) oraz - przede wszystkim - złego odżywiania] niemiłosiernie płaszczących oko w pionie (to tak jakby cały czas stać lub skakać na piłce zamiast nią grać), przy jednoczesnym stałym nadmiernym rozciągnięciu (osłabieniu) czterech mięśni prostych (patrz też rys. 1a), "pojedyncze" promienie równoległe biegnące z nieskończoności (światło) ogniskowane są przed siatkówką (przed "końcem oka") [Szymankiewicz 1997, Bartkowska 1996]. Skutkuje to całościowym, niewyraźnym (pod zwiększonym kątem - tu: połowy litery naraz zamiast grubości jej zarysu odpowiadającej kątowi 1’ z odpowiedniej odległości; im większa bowiem krótkowzroczność, tym większy kąt/pole/obszar całościowego "maksymalnie ostrego" widzenia) widzeniem szczegółów obiektu (rozmazywaniem się jego konturów), a w perspektywie - licznymi, poważnymi chorobami [zwiększonym ciśnieniem oka - wskutek nieustannego jego płaszczenia (jeśli staniemy na piłce, to ciśnienie siłą rzeczy w niej wzrośnie) - oraz związaną nim jaskrą] i powikłaniami [degeneracją ciała szklistego, odwarstwieniem siatkówki, naderwaniem bądź zerwaniem któregoś (lub kilku) z mięśni prostych, i innymi licznymi zmianami zwyrodnieniowymi, których wszystkich nie sposób tu opisać], a nawet całkowitą ślepotą ("rozsadzeniem" nerwu wzrokowego). Tutaj warto jest - za WIELKIM dr Bates - zadać (zaślepionym na umyśle) okulistom następujące proste pytanie: jeśli za wyraźne widzenie odpowiadają malutkie mięśnie rzęskowe znajdujące się we wnętrzu oka i sterujące grubością soczewki [(patrz:
rys. 1b) przy czym wciąż - co zakrawa wręcz na kpinę - twardo obstaje współczesna okulistyka i jednocześnie nadal prowadzi badania nad procesem akomodacji (skoro to takie pewne, to czemu do końca nie jest niejasne i poznane?)], to jakim cudem powodują one często niepohamowane (ciągle, postępujące) wydłużanie CAŁEGO oka (jego wytrzeszcz - "wychodzenie z orbit")? A jeśli nie one je wydłużają, to co? Czemu tak wiele osób traci wzrok wskutek niemożliwego (tradycjnymi metodami - przy dzisiejszej technice i "postępie" w medycynie... - por. "Problem krótkowzroczności": drugi i trzeci akapit; postęp dokonał się, i owszem, ale w zarabianiu pieniędzy ZA WSZELKĄ CENĘ, WSZĘDZIE, GDZIE TYLKO SIĘ DA... - por. "Lecznicza głodówka" - "Medycyna tradycyjna a naturalna") do powstrzymania (nie wspominając już o jej cofaniu) rozwoju krótkowzroczności? Czemu w ogóle stanowi ona największy problem, a liczba krótkowidzów w całym świecie z roku na rok rośnie jak na drożdżach (por. od góry)? Gdzie jest realizacja podstawowej zasady lekarskiej: "Primum non nocere" ("Przede wszystkim nie szkodzić")? Dlaczego opluwa się (a w zasadzie nie opluwa, lecz robi się coś znacznie gorszego - całkowicie ignoruje i przemilcza) geniusza okulistyki i jego prostą i logiczną teorię widzenia (gdyby go/ją tylko bezpośrednio "opluwano", zrobiłoby się o nim/niej głośno i bez trudu sam/-a mógłby/mogłaby się obronić - ludzie mający problemy ze wzrokiem oraz uczciwi lekarze mogliby pójść po rozum do głowy...), którą to nawet dziecko na przykładzie piłki bez trudu mogłoby zrozumieć (nie ma jej w żadnym poważnym podręczniku medycznym i w ogóle nie uczy się jej przyszłych okulistów; pozycji Bates, W. H. nie ma w żadnej polskiej encyklopedii!!! - sprawdźcie, jeśli nie wierzycie), jeśli teoria Helmholtza (będąca nawiasem mówiąc niemalże powieleniem koncepcji widzenia opisanej w 1604 r. przez matematyka i fizyka, Johannes'a Kepler'a w pracy pt. "Uzupełnienia do Vitello" - podaję za Lewinem, str. 28), której to tradycyjna okulistyka tak kurczowo się trzyma, ma tyle luk, niejasności i niedomówień, że wręcz sama się wali... [wspomniana przed chwilą kwestia wydłużenia oka (w praktycznie każdym przypadku krótkowzroczności) i jej nijakiego (a już na pewno nie logicznego) związku z akomodacją i skutkami rozwoju krótkowzroczności (no bo nimy co?; soczewka rozpycha od wewnątrz oko?; następnie staje się ona kulą, przybiera jajowaty kształt...? - prędzej by chyba musiała ulec nieodwracalnemu uszkodzeniu!!! - patrz: rys. 1b), czy też przypadki wyraźnego widzenia bez soczewki - por. od góry - całkowicie niszczą jej podwaliny]? Komu/czemu postępowanie takie ma służyć? O co tutaj chodzi? - Pewnie niestety jak zwykle... Na pełną [ba - jakąkolwiek (!!!)] odpowiedź na te pytania ze strony (dzisiejszych) okulistów nie możemy jednak niestety co liczyć, w przeciwieństwie do recept na coraz to mocniejsze szkła [które to jedynie samoczynnie skupiają promienie światła na siatkówce (wymuszając przez to nienaturalne ciągłe - NIKT nie może CIĄGLE ostro WSZYSTKIEGO widzieć, nawet człowiek o sokolim wzroku - ostre widzenie), skutecznie wykluczając tym samym z procesu widzenia mięśnie proste oczu - stąd ciągłe zwiększanie ich mocy oraz postępujące nieprzyjemne "sztywnienie" i nieruchomienie gałek ocznych - sama nazwa: o-kul-ary, a więc widzenie za pomocą "kul"; z prawidłowym widzeniem mają one tyle wspólnego, co chód o kulach ze swobodnym, sprawnym, płynnym, naturalnym poruszaniem się], uzależniania pacjenta od siebie i pogarszania mu przez to funkcjonowania oczu, aby móc je potem leczyć z jaskry, zaćmy itp. poważnych chorób - w końcu to ich zarobek, i nie tylko zresztą ich, ale też i całego przemysłu optycznego i farmaceutycznego - dobrze znają oni jedynie skutki krótkowzroczności (a może tylko udają, że jedynie je znają, i że nad poznaniem przyczyn ciągle pracują? - w końcu to inteligentni ludzie...) i na tej zasadzie "leczą", aby móc jak najdłużej (dalej) "leczyć" (nie mylić z całkowitym wyleczeniem). Zresztą, czy można mieć do nich jakieś szczególne pretensje, skoro praktycznie cała współczesna medycyna (za wyjątkiem: położnictwa i ratownictwa z nagłych wypadków - leczenia złamań, stłuczeń, zwichnięć itp. urazów - tutaj notabene też leczy się skutki) działa podobnie (choroby przewlekłe i tzw. "nieuleczalne")? Por. "Medycyna tradycyjna a naturalna" w dziale "Lecznicza głodówka".
 
        Wracając jednak do wątku sprzed rysunku nr 2, to małe i delikatne grupy mięśniowe, takie jak np. skośne mięśnie gałki ocznej, są [zwłaszcza przy wytężonej pracy wzrokowej (bez chwilowego choćby i co jakiś czas odpoczynku, jakim dla nich jest oderwanie w świadomości wzroku od widzianego wyraźnie bądź nie obrazu - przynajmniej od czasu do czasu NIEKONCENTROWANIE SIĘ NA WIDZENIU, LECZ NA UTRZYMYWANIU ROZLUŹNIENIA OCZU) - niezależnej w zasadzie od odległości - oraz nieprawidłowym żywieniu] u krótkowidzów ciągle przeciążane (coraz większe napięcie powoduje szybkie zmęczenie wzroku i w ogóle oka, tak nienaturalnie, stale płaszczonego w pionie) w celu (wyniku) utrzymywania oczu w niewłaściwej pozycji ("formie"), w błędnym odczuciu krótkowidza "gwarantującej" możliwie najbardziej ostre (choć w rzeczywistości już dawno przestało ono takim być) widzenie obiektów położonych w różnej odległości. Świadome wysilanie oczu (a tym samym dalsze ich "blokowanie" - unieruchamianie) w celu (jedynie) rozpoznania jakiegoś obiektu [w całości, naraz - z mrużeniem powiek (a czasem i napinaniem mięśni twarzy - "podnoszeniem" policzków) i ruchem zbieżnym oczu], daje co najwyżej (i to nie zawsze) efekt jedynie doraźny - chwilowo tylko możemy (w najlepszym razie) minimalnie lepiej coś zobaczyć [a może nam się tylko tak wydaje (???)] za cenę dalszego wzrostu napięcia mięśni skośnych (ich przeciążania - pogarszania wzroku i potencjalnego zbliżenia się do wystąpienia poważnych chorób oczu w niedługiej przyszłości), bądź - w "najlepszym" razie - utrzymania go na niezmienionym poziomie. Ponadto, w wyniku powyższego wystąpić może bardzo nieprzyjemne uczucie w oczach (dyskomfort, czasem zesztywnienie czy wręcz drętwienie oczu, utrudniające im jakiekolwiek ruchy), objawiające się szczególnie podczas dążenia do jak najlepszego widzenia obiektu (obiektów), a także podczas przemieszczania (całościowych, nieruchomych, napiętych, rozmazanych, długotrwałych - bez oderwań wzroku od widzianego obrazu) spojrzeń, że czasem człowiekowi po prostu nie chce się już dłużej na nic patrzeć (obraz mu się rozpływa - zaczyna całkowicie tracić kontrolę nad tym co widzi oraz własnymi oczami) - zamyka powieki (by zmęczone oczy nieco odpoczęły) bądź zakrywa je dłońmi (w tym samym celu), czasem przy otwartych oczach na niczym nie koncentruje uwagi - niby patrzy, lecz na rozpoznawanie czegokolwiek co "widzi" nie ma ani najmniejszej ochoty, ani zdolności - jego wzrok kapituluje (ma serdecznie dość widzenia), poddaje się bezwarunkowo... I tym sposobem - zdawałoby się - kółko się zamyka... Jednakże niezupełnie...

"Patrzeć" bowiem nie znaczy jeszcze "widzieć"

Najskuteczniejsze ćwiczenia i zalecenia proponowane przez dr Bates'a oraz poczynione z moich osobistych doświadczeń w zakresie naturalnego poprawiania ostrości widzenia


       Opisany przed chwilą (na końcu poprzedniego rozdziału) stan jest w gruncie rzeczy zdrową, naturalną reakcją obronną naszych oczu na ekstremalne (nienaturalne) warunki pracy, jakim je stale (ciągle - bez przerwy), mimowolnie (nieświadomie) poddajemy; gdyby nie ona - śleplibyśmy bezwiednie. Jeżeli nie będziemy dopuszczać do jej wystąpienia, ba - w ogóle nie będziemy przeciążać wzroku [używać go w sposób niewłaściwy i ciągły non stop (do jak najszybszego i najczęstszego widzenia i rozpoznawania - słowem - nie będziemy nim tyrać) - bez najmniejszego choćby (ale za to częstego) odpoczynku (wytchnienia) jakim dlań jest zaprzestanie dążenia (tyrania) do wyraźnego widzenia i (siłowego) rozpoznawania (oderwanie wzroku od obrazu - rozluźnienie mięśni oczu i twarzy - o czym więcej w dalszej części)] - zaczniemy optymalnie się odżywiać, prowadzić zdrowy tryb życia i stosować się do zaleceń dr Batesa, nie tylko będziemy widzieć coraz wyraźniej, ale też i z coraz większym komfortem funkcjonować będą nasze oczy (że o całym ciele tutaj nie wspomnę).

        Ćwiczenia i zalecenia zaproponowane przez dr Batesa oraz wyrosłe na gruncie jego odkrycia, podzielić można na kilka grup, gdyż jedne z nich mają podłoże czysto fizjologiczne (4, 11, 12, 13), inne psychologiczne (2, 5, 7, 8), a jeszcze inne psycho-fizyczne (1, 3, 6, 9, 10). Oczywiście nie jest to podział ostateczny, bo np. w ramach fizjologicznych występują jeszcze: dietetyczne oraz konkretne ćwiczenia, jednakże nie o podziałach będę w tu pisał (nie są one najistotniejsze). Tutaj zajmę się najważniejszymi i najskuteczniejszymi ćwiczeniami i zaleceniami, które osobiście bardzo mi pomogły i które stosuję po dzień dzisiejszy. Kolejność wymienianych przeze mnie ćwiczeń jest w zasadzie przypadkowa, gdyż w poszczególnych przypadkach skuteczność ich może być różna. Zresztą ćwiczenia i zalecenia te uzupełniają się wzajemnie między sobą (niejako wręcz się "zazębiają") tworząc jedną wielką "machinę" umożliwiającą przy odpowiednim "paliwie" (odżywianiu - o czym w dziale "Odżywianie a myślenie, samopoczucie, wzrok, wygląd, kondycja, siła ...") odzyskanie pełnej ostrości widzenia. Tak więc wykonując dane ćwiczenie (bądź zalecenie) równolegle, w jakimś tam stopniu pośrednio wykonujemy też i inne (niejako przy okazji - tak jak tryby w machinie poruszają się razem, tyle że różnym tempem). I tak np. ćwicząc fiksację centralną (wyodrębnianie) ćwiczymy także: przesuw wzroku po obserwowanym obiekcie (a więc ruch - aby móc widzieć więcej) oraz związane z nim chwilowe, naturalne (wymuszone) oderwania (chwile niezbędnego wytchnienia, odpoczynku) w świadomości wzroku od obserwowanego obrazu; różnicowanie (podświadome) widzenia na (umowną) "figurę" i "tło" (bo musimy z czegoś tam większego wyodrębniać małe szczegóły) - ewentualnie "przestrzeń" - oraz nieodzowną w procesie widzenia pamięć i uwagę (aby w ogóle móc połączyć w rozsądną całość jak najdrobniejsze szczegóły świadomie wyodrębniane w czasie fiksacji).

        Ćwicząc i stosując się do zaleceń tu opisanych (w tym żywieniowych z działu 
"Odżywianie a myślenie, samopoczucie, wzrok, wygląd, kondycja, siła ..."), doświadczyć możemy zupełnie innego, lżejszego i sprawniejszego funkcjonowania wzroku (oczu) oraz idącej z nim w nierozerwalnej parze (gdyż niemożliwe jest trwałe odzyskanie pełnej ostrości wzroku bez zniwelowania tkwiącego w nim napięcia) poprawy ostrości widzenia (samopuczucie naturalnie też się nam z tego powodu poprawi). Oczywiście to, że coś (jakieś ćwiczenie bądź zalecenie) działa teraz, wcale nie znaczy, że będzie działało zawsze [pamiętajmy: to są jedynie środki umożliwiające powrót do normalnego widzenia, a nie gotowe schematy, gwarantujące w każdych warunkach, zawsze i wszędzie prawidłowe widzenie - OSTRE WIDZENIE BOWIEM NIE POLEGA NA ŚCISŁYM TRZYMANIU SIĘ GOTOWYCH SCHEMATÓW, LECZ JEDYNIE NA ZACHOWYWANIU ICH ISTOTY], niemniej jednak, jakoś trudno jest mi wyobrazić możliwość trwałej poprawy ostrości wzroku bez wykonywania ćwiczenia nr 1 (przynajmniej w początkowej fazie wychodzenia z krótkowzroczności) - w nim bowiem niejako ćwiczymy (a w zasadzie zapoczątkowujemy możliwość ich ćwiczenia) osłabione mięśnie proste oka (odpowiedzialne za wyraźne widzenie w dal) i siłą rzeczy rozluźniamy nadmiernie napięte skośne (utrzymujące oko w niewłaściwej pozycji), oraz ćwiczenia (zalecenia) nr 7, dzięki któremu poprzez pozytywne myślenie "prostujemy" nasze widzenie (i nie tylko) w sferze psychicznej (mentalnej). A propos jeszcze skuteczności ćwiczeń (a ćwiczenia nr 1 w szczególności) i zaleceń - jeśli coś nie będzie działać, to najprędzej [w 99,9 % - z uwagi na maksymalnie wyjaśnienie i opisanie tutaj przeze mnie w możliwie najprostszy sposób wszystkich skutecznych ćwiczeń i zaleceń gwarantujących lepsze widzenie (radzę je czytać bardzo uważnie)] z powodu niewłaściwego - zbyt tłustego bądź chudego, częstego lub rzadkiego - odżywiania. Dlatego też lepiej jest wypróbować wszystkie ćwiczenia i zalecenia na sobie, wybrać te, które najlepiej działają przy stosowanym odżywianiu (dobrze jest robić z tego szczegółowe notatki - myślicie na podstawie czego stworzyłem tę stronę?) i trzymać się ich dopóty, dopóki przynoszą pożądane efekty [zauważalnie lepsze (bez napięć) funkcjonowanie oczu i wzroku połączone z wyraźniejszym widzeniem], jeśli zaś przestaną je przynosić - bezzwłocznie zmienić na inne (bądź - lepiej - zmodyfikować też własną dietę), które będą działać (często mogą to być te, co poprzednio "nie działały" lub źle były wykonywane). Poniżej - dla ułatwienia początkowego (później - w miarę nabierania doświadczeń - każdy będzie musiał polegać jedynie na sobie/własnych odczuciach, aby móc czynić dalsze postępy w widzeniu) wyboru - podaję plan wychodzenia z krótkowzroczności (ewentualnie połączonej z astygmatyzmem) wraz z przydzielonymi, najbardziej odpowiednimi ćwiczeniami i zaleceniami (punktami mieszczącymi się pod planem) dla każdego etapu. Jeśli na którymś etapie doświadczymy stagnacji (względnie pogorszenia) ostrości wzroku - cofnijmy się o 1 lub kilka etapów (można włączyć z nich tylko niektóre ćwiczenia i zalecenia - wedle własnego uznania) oraz zmodyfikujmy też (nieco) własną dietę (jej skład odżywczy - proporcje węglowodanów do tłuszczy i białek) i/lub sposób odżywiania (dzienną ilość, objętość oraz częstotliwość spożywanych posiłków). Zanim jednak je wymienię, jeszcze raz (wiem, że się powtarzam, ale to jest naprawdę najważniejsza sprawa w tym wszystkim) z całą mocą pragnę podkreślić: niewiele (prawdopodobnie nic, a już na pewno nic na dłuższą metę) one dadzą, jeśli nie będziemy się optymalnie odżywiali. Nie mam najmniejszych wątpliwości co do tego (a metodą Bates'a zajmuję się już przeszło 4 lata), że ABY NAUCZYĆ SIĘ PRAWIDŁOWO (OSTRO) WIDZIEĆ, NAJPIERW NALEŻY NAUCZYĆ SIĘ PRAWIDŁOWO ODŻYWIAĆ (dlatego też radzę uważnie przeczytać dział: "Odżywianie a myślenie, samopoczucie, wzrok, wygląd, kondycja, siła ..."). PRAWIDŁOWE ODŻYWIANIE ODGRYWA BOWIEM KLUCZOWĄ ROLĘ W DOPROWADZENIU MIĘŚNI OKA (ORAZ CAŁEGO CIAŁA) DO OPTYMALNEGO STANU FUNKCJONOWANIA.

        Proces wychodzenia z krótkowzroczności (ewentualnie połączonej z astygmatyzmem) metodą Bates'a, sprowadza się do:

  1. a) odpowiedniego odżywiania organizmu (w tym ewentualnym nadmiarem zawartych w nim szkodliwych substancji uniemożliwiających ostre widzenie i w ogóle sprawne jego dziłanie - a więc okresowym stosowaniem głodu) oraz trybu życia (sen; ruch - najlepiej na świeżym powietrzu; ćwiczenia z niewielkim bądź umiarkowanym - można wykorzystać część lub cały ciężar własnego ciała - obciążeniem; odpowiedni odpoczynek; utrzymywanie prawidłowej - zapewniającej maksymalny relaks i brak napięcia - pozycji zarówno ciała jak i oczu podczas chodzenia, siedzenia, leżenia; regularne - gdy tylko poczujemy napięcie - zmiany pozycji: z siedzącej na leżącą, ze stojącej na siedzącą lub leżącą, itp. wedle własnego uznania) - już samo to winno nas w sposób ZNACZĄCY fizycznie rozluźnić, odprężyć i wzmocnić - czytaj: "Odżywianie a myślenie, samopoczucie, wzrok, wygląd, kondycja, siła ..." oraz punkty 10, 11 i 12 tego działu;

  2. b) świadomego, mentalnego (psychicznego - pozbycia się nawet podświadomych, niewyczuwalnych od razu napięć), dalszego (głębszego) rozluźnienia zarówno oczu [JAK NAJCZĘSTSZEGO odrywania ("zdejmowania" - odpoczywania) w świadomości wzroku od widzianego obrazu (odrywanie w świadomości wzroku od widzianego obrazu jest najlepszym odpoczynkiem i relaksem dla nadmiernie napiętych mięśni skośnych oczu podczas widzenia; jeżeli nie będzie zależało nam na wyraźnym widzeniu - mimo otwartych powiek i dostatecznego oświetlenia - wówczas cały czas będziemy mieć rozluźnione mięśnie skośne oczu, jak i całej twarzy); z początku stosować można fizyczne odrywanie ("zdejmowanie" - odpoczynek, relaks) wzroku od (z) widzianych obrazów poprzez chwilowe, jak najczęstsze, delikatne i spokojne zamykanie powiek (i takie same ich otwieranie)] jak i całego ciała - patrz poniższe punkty 1, 2, 6, 7, 8;

  3. c) SWOBODNYCH, PŁYNNYCH i NATURALNYCH (niczym nie skrępowanych) ruchów oczu (przesuwów wzroku), będących w stanie rozluźnienia (bujanie, obserwowanie ruchu) - punkty 4 i 9;

  4. d) ŚWIADOMEGO widzenia podczas SWOBODNYCH, PŁYNNYCH i NATURALNYCH - zależnych od naszej woli - ruchów oczu [przesuwów (przemieszczeń) pola maksymalnie ostrego widzenia po obserwowanym obiekcie], będących w stanie rozluźnienia - punkty 3, 5, 13;

  5. e) zakorzenienia w podświadomości stanu z punktu "d" (a w zasadzie a-d).

         A oto ćwiczenia i zalecenia umożliwiające powyższe:

  1. 1. Stopniowe jak najbardziej wyraźne widzenie szczegółów możliwie jak najmniejszych obiektów położonych jak najbliżej oka [w odległości nie większej niż 9 cm - w przypadku krótkowzroczności; zaś w przypadku dalekowidzów - obiektów położonych na granicy widzenia (może to być np. próba dokładnego widzenia obiektu wielkości 1 mm z odległości 6 m)]. Tym obiektem może być pisząca część długopisu ("kulka" - można przy dobrym świetle obserwować w niej własne odbicie, jeśli jest czysta), główka od szpilki itp. drobne rzeczy (można też w ten sposób "czytać" książkę, przybliżać i oddalać od oczu własną dłoń patrząc w jakieś jej drobne szczegóły, a nawet patrzeć co jakiś czas jedynie na zarys własnego nosa i całych oczodołów - wtedy oczy podobnie się ustawiają). Należy zacząć od takiej odległości, z której idealnie widzimy obiekt wraz z jego szczegółami (nie dwoi nam się) i powoli, stopniowo (cały czas widząc szczegóły jego powierzchni) przybliżać go niemalże do samych oczu (oka - jeśli ćwiczymy każdym okiem osobno; można też w czasie wykonywania tego ćwiczenia patrzeć raz jednym, raz drugim okiem - na zmianę). Z początku może to nie być łatwe - chodzi tutaj bowiem o "rozmiękczanie wzroku" [rozluźnianie nadmiernie napiętych mięśni skośnych wraz z przybliżaniem obiektu do oka w celu doświadczenia "innego" (lepszego) widzenia i funkcjonowania oczu; żeby obraz choć na chwilę zogniskował się na siatkówce bądź nawet za nią (mimo, iż obraz do bliży będzie niewyraźny, to jednak zogniskowany za siatkówką, a więc tak jak u dalekowidzów!!!); nasz mózg za pośrednictwem nerwów zacznie wysyłać sygnały do nadmiernie napiętych mięśni, aby te odpuściły, gdyż nic nie da dalsze utrzymywanie ich w napięciu - w obszarze od 0 do 9 cm (u krótkowidzów jeszcze mniej - tym bardziej, im większa wada) od oka nie działa bowiem akomodacja (warunkująca ostre widzenie - widzimy bez jej udziału, a więc tym samym BEZ ŻADNEGO NAPIĘCIA MIĘŚNI SKOŚNYCH OCZU!!!)], skutkujące zakorzenieniem się w podświadomości tendencji do prawidłowego widzenia i funkcjonowania oczu. "Normalnie" bowiem oczy krótkowidza są nieruchome (w związku z wielkim napięciem mięśni skośnych oraz osłabieniem prostych), a co za tym idzie niezdolne do jakiegokolwiek SWOBODNEGO i PŁYNNEGO ruchu, jednakże opisane tutaj ćwiczenie do bliży, może w sposób diametralny to zmienić. Gdy już niemalże daną rzeczą, którą przybliżamy, dotykamy oka (oczu - jeśli ćwiczymy oboma oczami) i obraz zaczyna być bardzo niewyraźny (a nawet dwoi się nam), można na chwilę (1-5 sek.) zamknąć powieki (to zresztą jak najczęściej należy praktykować - nie tylko w tym ćwiczeniu), rozluźnić oczy, szybko je otworzyć i znów kontynuować ćwiczenie (oddalanie i przybliżanie obiektu do oka/oczu) - przynajmniej przez momencik winniśmy (jeśli wystarczająco dobrze rozluźniliśmy oczy) widzieć wyraźniej. Ważne jest, aby po tym ćwiczeniu (przed nim zresztą też) trwającym 1 - 5 minut kilka razy dziennie (w zależności od zastanego stanu rzeczy - wielkości wady wzroku - oraz uzyskiwanych przez to efektów) nie wysilać się, aby widzieć cokolwiek wyraźnie (po prostu oderwać wzrok od obrazu i w takim rozluźnionym stanie go utrzymywać) w "oddali" ["dal" znaczy tutaj "obszar akomodacji", czyli KAŻDA ODLEGŁOŚĆ > NIŻ 9 cm - u krótkowidzów jeszcze mniej (tym bardziej im większa wada) - od oka; po zakończeniu tego ćwiczenia należy stopniowo, płynnie ją zwiększać, np. patrząc z bliska na ścianę i oddalając się pomalutku od niej - NIE NALEŻY OD RAZU RZUCAĆ SIĘ NA WIDZENIE PRZEDMIOTÓW POŁOŻONYCH W ODALI!; MIĘŚNIE PROSTE NASZYCH OCZU (ZWŁASZCZA, GDY SAMO ZACZYNAMY JE W TEN SPOSÓB ĆWICZYĆ) NIE SĄ DO TEGO ZDOLNE - POTRZEBUJĄ CZASU (MINUTA - DWIE... - WEDLE WYCZUCIA - IM LEPIEJ SIĘ ODŻYWIAMY, TYM MNIEJ) NA PRZYZWYCZAJENIE SIĘ (podobnie zresztą nie jesteśmy zdolni do ostrego widzenia podczas gwałtownej i o dużym zakresie zmiany natężenia światła - olśnienia, czy też sytuacji odwrotnej - przechodzenia np. z obszaru maksymalnie nasłonecznionego do jakiegoś pomieszczenia lub miejsca gdzie jest cień)] - nie przyglądać się temu, czego nie widzimy wyraźnie [dotychczas bowiem przyglądaliśmy się (nieruchomymi oczami stale przeciążając przez to ich mięśnie) wystarczająco długo, aby móc lepiej widzieć i bynajmniej nie poprawiło nam to ani ostrości wzroku, ani funkcjonowania oczu (teraz czas dać mięśniom oczu odpocząć)] - por. punkt 7 (ten sam kolor). W związku z tym (niewpatrywaniem się - jak najczęstszym odrywaniem wzroku od obrazu) polecam wykonywanie tego ćwiczenia przed pójściem np. na spacer, ćwiczeniem "bujania" (zagwarantuje to nam również SWOBODNE przesuwy wzroku - patrz punkt 4) czy przebywania w absolutnej ciemności (punkt następny). Najlepszym jednakże zaleceniem może okazać się zalecenie stosunkowo najprostsze - mianowicie: częste, delikatne i spokojne zamykanie powiek, rozluźnianie oczu i podejmowanie prób przeniesienia tego (rozluźnionego) stanu (oczu) na BIERNE widzenie [NIEZALEŻNE OD OSTROŚCI WZROKU - OD TEGO, CO CHCEMY WIDZIEĆ - KONCENTROWANIE SIĘ NA UTRZYMYWANIU ROZLUŹNIONYCH OCZU, A NIE NA WYRAŹNYM (CIĄGŁYM) WIDZENIU] przy otwartych (oczywiście nie non-stop) powiekach. Jeśli nauczymy się to robić - poprawi się nam nie tylko funkcjonowanie oczu, ale również ostrość widzenia. Porównaj punkt 2 (przedostatnie zdanie zielonym kolorem - właściwie też i cały), punkt 6 (zielonym kolorem, a w zasadzie od początku do drugiego zielonego zaznaczenia) oraz cały 10. Opisane wyżej przeze mnie ćwiczenie do bliży, wykonywane przez kilka minut (nawet kilka razy dziennie) jest absolutnie bezpieczne - wbrew pozorom nie pogarsza ono ani trochę ostrości wzroku w dal, lecz ją poprawia - jeśli nie wierzycie i myślicie (jak ja kiedyś), że do poprawienia wzroku w dal potrzebne jest praktykowanie widzenia w dal (na "chłopski rozum" - logiczne, ale nie zawsze "chłop" ma rację, zwłaszcza w sprawach zdrowotnych) oraz unikanie bliży, bo to (niby) dodatkowo jeszcze "skraca" i tak "skrócony" już wzrok, to spróbujcie przez pewien czas (kilka - kilkanaście minut) widzieć jedynie obiekty znajdujące się jak najdalej od Was. Sami się przekonacie jak, czy w ogóle, oraz (ewentualnie) na jak długo poprawi się Wam wzrok i funkcjonowanie oczu.
  2. 2. Przebywanie w absolutnej ciemności. Jest to - uważam - skuteczniejsza i bardziej naturalna wersja batesowskiego "palmingu" (zakrywania oczu dłońmi - z ang. palm - dłoń), która (co ważne) nie ogranicza dopływu tlenu do tkanek oka. Filozofia tego ćwiczenia opiera się na zdroworozsądkowych przesłankach i dotyczy eliminowania nawet podświadomych napięć zwłaszcza psychicznych i psycho-fizycznych (szczególnie w obrębie oczu) związanych z postrzeganym obrazem. Wiadomo: nie ma światła - nie ma obrazu (poza "czernią"); nie ma obrazu - nie ma widzenia; nie ma widzenia - nie ma jakiejkolwiek (nawet podświadomej) reakcji ze strony naszej psychiki oraz "sterowanego" przez nią ciała na widziany obraz; nie ma reakcji - nie ma napięcia - jest natomiast spokój, o który to właśnie nam chodziło. W spokoju psychicznym oczy i wzrok (i w ogóle cały nasz organizm) funkcjonują najlepiej - używane są one tedy w sposób naturalny i prawidłowy [nic nie widzimy (nawet nie staramy się widzieć - I O TO CHODZI) i dlatego nie występuje u nich RUCH ZBIEŻNY, charakteryzujący "siłowe" (z napięciem w oczach) widzenie (a raczej ciągłe, niepotrzebne dążenie do niego - por. pierwsza połowa punktu 8) - por. odkrycie Mannhardt'a], a jeśli stan ten przeniesiemy na grunt dzienny (można to czynić stopniowo, np. poprzebywać trochę wieczorem bądź w nocy w absolutnej ciemności, wejść do pokoju z oknem - a więc nieco jaśniejszego miejsca - potem wyjść na dwór, wejść do słabo oświetlonego pomieszczenia, itd..., cały czas starając się zachować stan oczu z przebywania w absolutnej ciemności), będziemy mieli spore szanse trwale poprawić sobie wzrok i widzieć już normalnie, tzn. jak chcemy, gdzie chcemy i kiedy chcemy bez żadnego napięcia w oczach, charakteryzującego wszelkie wady refrakcji (zaburzenia widzenia) - por. też inne rodzaje oderwań w świadomości wzroku od obrazu wymienione w punkcie 7. Polecam wykonywać te ćwiczenie/zalecenie przez przynajmniej 5 minut przed snem (wtedy też najłatwiej jest znaleźć ciemne pomieszczenie w domu) - to może Wam nawet ułatwić zasypianie, jeżeli macie z tym jakieś problemy, gdyż w ciemności gruczoł dokrewny mózgowia zwany szyszynką wydziela melatoninę (hormon snu), która "przestawia" nasz organizm na nocny tryb (snu). Inną wersją tego ćwiczenia (przebywania w ciemności), choć w swej istocie niemalże taką samą (również zapobiegającą ruchowi zbieżnemu oczu, tyle że już podczas widzenia), jest SWOBODNE (normalne, zwyczajne, niewymuszone) patrzenie na dużą, przynajmniej w miarę jednolitą, obojętną dla naszych oczu powierzchnię (może nią być np. biała - lub jakakolwiek inna - ściana, drzwi, kartka papieru lub cokolwiek innego) - można stosować to zamiennie z przebywaniem w ciemności (kilka minut w ciemności, kilka minut SWOBODNEGO patrzenia np. w ścianę - początkowo można to wykonywać przy przyciemnionym świetle, zwłaszcza jeśli obserwowana powierzchnia zawiera coś, co przykuwa naszą uwagę) tego samego dnia bądź dzień to, dzień to. W pracy, szkole czy podróży można delikatnie i spokojnie (bez pośpiechu i nerwów) zamykać oczy (na kilka sekund chociaż) gdy tylko poczujemy w nich napięcie (a nawet wcześniej) i koncentrować się na ich rozluźnianiu (por. punkt 1 zielonym kolorem, pierwszą połowę punktu 6 (do drugiego zielonego zaznaczenia), oraz cały 10). Tak na marginesie: proszę jeszcze raz przeczytać cytat z początku działu i głębiej się nad nim zastanowić w kontekście całego tego (2-go) punktu.
  3. 3. Ćwiczenie fiksacji centralnej. Są to czynności polegające na dokładnym i sprawnym (szybkim, lecz bez napięcia oczu) wyodrębnianiu w pamięci (nie palcem!) pojedynczych obiektów (szczegółów; mogą być nimi - a może nawet i lepiej jak będą - malutkie obszary jednolitej powierzchni) ułożonych razem. Polecam np. dokładne wyodrębnianie (wzrokiem należy precyzyjnie "przejechać" po powierzchni każdego jednego obiektu) kratek na kartce z zeszytu (od lewej do prawej i na odwrót, z góry do dołu i na odwrót a także w różnych innych konfiguracjach - np. na skos, dokoła, w kształcie trójkąta, itp.). Mogą to być również powierzchnie pojedynczych cegieł, pustaków czy sztachet (z dalszej odległości), wzorów na obrusie, liter w tekście podczas czytania [a w zasadzie analizowania ich wyglądu - ważne, aby po każdej literze (jej CAŁYM zarysie, a nawet powierzchni - polu - tegoż zarysu) płynnie i sprawnie (lecz bez napięcia - nie można poświęcać płynności i precyzji ruchu oczu na rzecz szybkości i niedokładności widzenia jej najdrobniejszych szczegółów) przesuwać wzrok; książkę zaś winniśmy "czytać" normalnie, do góry nogami, na lewym i na prawym jej boku - muszą być bowiem zmiany w kierunkach fiksacji (z prawego na lewy i z górnego na dolny)], a nawet zupełnie różnych pojedynczych przedmiotów znajdujących się w polu naszego widzenia. W ćwiczeniu tym chodzi o to, by uświadomić sobie i zakorzenić w podświadomości, że obszar maksymalnie ostrego widzenia (odpowiadający widzeniu pod kątem 1') jest niewielki [to normalne u wszystkich ludzi (nie wszyscy jednak zdają z tego sprawę) - dr Bates np. nie bez racji twierdził, że wbrew pozorom nie można naraz ogarnąć wzrokiem (chodziło mu o osoby z normalnym wzrokiem - im większa wada wzroku tym większy obszar "maksymalnie ostrego widzenia", który to dopiero w toku odpowiedniego żywienia i trybu życia, a także stosowania ćwiczeń i zaleceń tu opisanych, możemy doprowadzić do normy) całej litery wielkości 6 mm z odległości 6 m (por. "Czy jesteś pewien, że dobrze widzisz" - samiuśki początek działu - rys. 1b, oraz poniższy wykres wraz z opisem) i widzieć ją (całą) maksymalnie wyraźnie, a jeśli mamy takie wrażenie, to jest to "złudzenie" wynikające z niewyczuwania niezmiernie małych i szybkich przesuwów wzroku po obserwowanym obiekcie (wyodrębniania i błyskawicznego łączenia w umyśle najmniejszych jego części składowych) - w przeciwnym razie człowiekowi natychmiast rozmyłby się obraz (nie połączyłby tych wszystkich charakterystycznych punktów wyodrębnień w jakąś logiczną całość odpowiadającą rzeczywistości) i stałby się krótkowidzem (przynajmniej na chwilę - patrz poniższy wykres wraz z opisem oraz rys. 2 z opisem)] i w związku z tym, aby widzieć maksymalnie WYRAŹNIE i świadomie CAŁY [a niezwykle rzadko jest nam to potrzebne (np. podczas szybkiego szukania czegoś, gry w szachy na krótki czas - tutaj notabene również "szukamy"... jak najlepszych ruchów, oraz wykonywania innych czynności wymagających podzielności uwagi wzrokowej; swoją drogą szybkie i sprawne, lecz krótkotrwałe i bez napięcia mięśniowego "szukanie" z powodzeniem potraktować można jako swobodny rodzaj "bujania" czy też fiksacji centralnej - por. też punkt 5 czerwonym kolorem) i nawet wskazane; w przypadku dużych i (lub) położonych blisko naszych oczu obiektów ciągłe maksymalnie ostre widzenie całej ich powierzchni jest wręcz nonsensem - wystarczy (rormalnie - bez wysiłku - rozluźnionymi oczami) widzieć (w sensie przesuwać obszar maksymalnie ostrego widzenia) część jego powierzchni (bez trudu rozpozna się obiekt - po co nienaturalnie wysilać oczy)], choćby niewielki i dodatkowo jeszcze położony w oddali przedmiot (rozluźnionymi oczami oczywiście - zachowując komfort patrzenia), należy przemieszczać po nim wzrok [obszar maksymalnie ostrego widzenia - a więc potrzeba czasu - widzenie jak wszystko inne przebiega w czasie (oczywiście tym krótszym im lepszy mamy wzrok; notabene - nawiasem mówiąc - odbiór jakichkolwiek bodźców, w tym oczywiście świetlnych, przebiega nie tylko w czasie ale i przestrzeni)], TYM WIĘCEJ RAZY PO JEGO POWIERZCHNI, Z TYM WIĘKSZĄ SZYBKOŚCIĄ, I Z TYM WIĘKSZYM (JUŻ NAWET WYCZUWALNYM) ZAKRESEM RUCHU, IM JEST ON WIĘKSZYCH ROZMIARÓW I (LUB) ZNAJDUJE SIĘ BLIŻEJ NAS [IM WIĘKSZY BOWIEM OBIEKT I (LUB) MNIEJSZA JEGO ODLEGŁOŚĆ OD NASZYCH OCZU, TYM TRUDNIEJSZA JEST JEGO WZROKOWA SYNTEZA, NATOMIAST ŁATWIEJSZA (BO NIEJAKO WYMUSZONA) - ANALIZA, KTÓRA TO U KRÓTKOWIDZÓW SZWANKUJE] - por. poniższy wykres wraz z opisem. Żeby to jednak móc sprawnie (naturalnie - podświadomie) wykonywać, najpierw trzeba (poza oczywiście właściwym odżywianiem i trybem życia) rozluźnić mięśnie skośne oczu oraz zacząć świadomie i bez pośpiechu ćwiczyć dokładną fiksację (wyodrębnianie). Problem ludzi krótkowzrocznych (nie stosujących metody Bates'a) polega na tym, iż mają oni tendencję do całościowego {a więc pod kątem znacznie większym niż 1' czy nawet 5' (por. rys. 2 wraz z opisem oraz poniższy wykres z opisem), co już samo przez się "blokuje" (napina) oczy (ich mięśnie) podczas patrzenia, zakłócając (ograniczając i utrudniając) im NATURALNE, PŁYNNE, MINIMALNE i NIEZWYKLE PRECYZYJNE ruchy umożliwiające ostre widzenie [to jakby pisać w zeszycie grubym i szerokim pędzlem zamiast długopisem, a potem dziwić się, że pismo to jest grube i nieczytelne, a ponadto narzekać, że wolno piszemy i bolą nam od tego ręce (oczy) patrz rys. 2 oraz poniższy wykres - bądź tak, żeby powiedzieć już wprost - jakby próbować widzieć bardzo wyraźnie pojedyncze obiekty i drobne ich szczegóły w mroku/półmroku i to w dodatku jeszcze z daleka czy ewentualnie w dzień patrzeć cały czas tak, jakby była noc, a więc kątem oka, nawet na coś, co znajduje się na wprost nas, i chcieć wszystko (każden jeden szczegół oraz wszystkie przedmioty znajdujące się w polu całkowitego naszego widzenia) JEDNOCZEŚNIE (NARAZ - BEZ PŁYNNEGO I PRECYZYJNEGO PRZEMIESZCZANIA WZROKU) widzieć bardzo wyraźnie (por. poniższy wykres wraz z opisem oraz rys. 2 z opisem)]} postrzegania i odbierania (w świadomości) widzianego obrazu (nawet bardzo dobrze oświetlonego, jakichkolwiek by on nie był rozmiarów - nie o to tutaj chodzi - por. rys. 2 wraz z opisem oraz poniższy wykres z opisem) - nie różnicują oni (nie zdają sobie z tego sprawy) widzenia centralnego (z maksymalną ostrością, charakterystycznego przy dobrym oświetleniu - u nich ono nie istnieje - patrz rys. 2 z opisem oraz poniższy wykres z opisem) i obwodowego [tzw. widzenia "kątem oka" - widzenia mniej dokładnego wprost proporcjonalnie do niewielkiego (wręcz malusieńkiego) obszaru rzeczywistego maksymalnie ostrego widzenia (kąt 0 - 1') - patrz poniższy wykres, rys. 1b oraz 2 z opisem] i w związku z tym wszystko w (umownej > niż kilka cm od oka - w zależności od wielkości wady może to być > 9; 8; 7; 6 i jeszcze mniej cm) "oddali" (całość - a w każdym razie znaczną część pola widzenia, tym większą im większa wada wzroku - patrz rys. 2 z opisem oraz poniższy wykres) widzą {a w zasadzie myślą, że tak widzą, gdyż są praktycznie całkowicie pozbawieni świadomości własnego widzenia (!!!) - por. punkt 7 - pierwsze zdanie} tak samo ŹLE [niewyraźnie; odczytują obraz od razu całościowo (bez analizy szczegółów jego powierzchni czy zarysu), chyba, że niemal dotkną daną rzeczą oka - wtedy nie mają już innego wyjścia (następuje wówczas "siłowa"/wymuszona analiza obrazu - por. punkt 1 ćwiczenie do bliży)] - por. punkt 5 tym samym kolorem, rys. 2 oraz poniższy wykres. Oczywiście przyczyną takowego stanu rzeczy jest niewydolność (zła, nieskoordynowana praca powodująca szybkie zmęczenie) mięśni oczu (i nie tylko ich najczęściej), zaś praprzyczyną złe odżywianie - ewentualnie w połączeniu z niekorzystnymi warunkami zewnętrznymi [np. zbyt długą i częstą pracą wzrokową na ograniczonym polu i (lub) w złym świetle lub wymagającą podzielności uwagi wzrokowej, utrzymywaniem niewłaściwej pozycji czy też tzw. stresem - które to przy optymalnym żywieniu mogłyby nam praktycznie w ogóle nie zaszkodzić]. Nie sposób tutaj też nie dostrzec związku występowania krótkowzroczności z nauką czytania (zwłaszcza) - por. punkt 6 (końcówka). Zauważmy, że szkoła uczy i zachęca [wręcz wymusza poprzez swoje wymagania odnośnie obowiązkowego czytania opasłych, nudnych (co też nie jest bez znaczenia - o czym dalej) i głupich (nie waham się tego słowa tutaj użyć) - z uwagi na bardzo duży stopień prymitywizmu i niską wartość historyczną (w 99,9% są to najzwyklejsze czyjeś wymysły - bardzo mało jest uczciwych pisarzy, którzy piszą o rzeczach, które sami przeżyli lub doświadczyli - jak wszędzie indziej liczy się kasa...) - obowiązkowych lektur] do jak najszybszego czytania jak największej liczby książek. Już od pierwszych klas szkoły podstawowej gani się literowanie [a więc fiksację centralną (!!!)], a zachęca (wymusza) do obejmowania wzrokiem naraz całych wyrazów, a nawet zdań [a więc widzenia pod zwiększonym kątem (!!!)]. Niektóre tzw. szkoły szybkiego czytania (ja bym je nazwał "szkołami szybkiego ślepnięcia") idą jeszcze dalej i zachęcają do obejmowania wzrokiem naraz całych stron (!!!). Czyż świat nie stoi na głowie? "Wiedzieć" (jak najszybciej i najwięcej) zaczyna znaczyć więcej niż "widzieć". "Wiedza" góruje nad zdrowiem - zwłaszcza nad zdrowym rozsądkiem (por. badania Cohn'a, pierwszy akapit z podsumowania metody Batesa, oraz "Lecznicza głodówka" - "Medycyna tradycyjna a naturalna"). Cóż..., żyjemy w czasach informatycznych... Jednakże prawdy o sobie samych (o tym co tak naprawdę jest dla nas najważniejsze; kim jesteśmy; kim chcielibyśmy być; co robić/czego dokonać; jak i gdzie żyć/mieszkać; jaki mieć stosunek/relacje do innych, aby jak najbardziej pozostać sobą/przed nikim nie udawać...; wreszcie - a może przede wszystkim - jak dokładnie funkcjonuje cały nasz organizm i od czego to zależy) obawiam się (ba - jestem tego pewien), że nigdy w ten sposób nie zdobędziemy - to jest bowiem filozofia [życiowa ("stosowana") - dla każdego inna; oparta na osobistych doświadczeniach i głębokim myśleniu], a nie (bezduszna - dla wszystkich taka sama) "informatyka"/wiedza (jakże często zupełnie bezużyteczna - "niestosowana" w życiu)... O innych konotacjach widzenia ze szkołą traktuje też punkt 8 tym kolorem (potem - końcówka - jest o zależności widzenia od prawdy).
  1.    
  2. Krzywa przedstawiająca spadek zdolności rozdzielczej siatkówki w miarę oddalania się od jej dołka środkowego (niewielkiego obszaru pola widzenia z maksymalną ostrością - "0" stopni - por. rys. 1b) [Bartkowska 1996, Niżankowska 1992, Falkowska 1978]. Malutkie pole na samym szczycie wykresu ("0" stopni) w rzeczywistości nie jest zerem, lecz kątem między 0’ a 1’ i dotyczy ono widzenia tzw. dołkiem środkowym siatkówki (z maksymalną rozdzielczością przy bardzo dobrym świetle - patrz: rys. 1b). Pomiędzy 1’ a 5’ rozciąga się zaś obszar nieco mniej wyraźnego widzenia, aczkolwiek umożliwiającego jeszcze (jako - takie) rozpoznawanie troszeczkę większych obiektów, przy użyciu własnej pamięci i skojarzeń bez konieczności maksymalnie ostrego widzenia każdej z ich (najmniejszych) części składowych (zresztą tutaj jeszcze "skutkuje" - w sensie stricte doraźnym - chwilowe zmrużenie powiek). Od 5’ wzwyż ostrość widzenia centralnego spada na "łeb, na szyję" [samo mrużenie powiek już nie wystarcza - w celu chwilowej (minimalnej - jeśli już) poprawy ostrości widzenia, zaczynamy mocno napinać mięśnie twarzy ("podnosić" policzki), a oczy zaczynają wykonywać ruch zbieżny; wewnętrzne ("przynosowe" - por. rys. 1a) mięśnie proste oka niejako siłują się ze skośnymi - to mniej więcej tak, jakby piłkę w jednym momencje zacząć mocno ściskać i w pionie i w poziomie] - u ludzi z normalnym wzrokiem odpowiada to mniej więcej ostrości widzenia centralnego o zmierzchu i w nocy [oczywiście z pominięciem rozpoznawania barw - osoby z dużą krótkowzrocznością (powiedzmy > niż 5 dioptrii) nie mające świadomości widzenia (nie stosujące metody Batesa) widzą tak w dzień (!!!)], kiedy to aby w ogóle móc cokolwiek zobaczyć, patrzy się całościowo (zwiększonym) "kątem oka" (obwodem siatkówki - takie mniej więcej widzenie przedstawia rys. nr 2). Fiksacja centralna (a w zasadzie zdolność do niej) jest wprost proporcjonalna do natężenia światła (poza oczywistym przypadkiem olśnienia) - im lepsze światło, tym lepsza i łatwiejsza fiksacja. Ponadto z wykresu tego (i z podstawowych praw logiki) jasno i niezbicie wynika, że do dokładnego widzenia (nie mylić z rozpoznawaniem jako takim, potencjalnie - w pewnych warunkach - możliwym również i przy niewyraźnym widzeniu) CAŁYCH przedmiotów niezbędne są bardzo szybkie {na granicy świadomości w sensie ich wyczuwalności, a w końcowym etapie wychodzenia z krótkowzroczności - z uwagi na szybkość, ciągłość oraz bardzo mały zakres ruchu - przekraczające nawet tę granicę (ale do tego dochodzi się stopniowo, pomału)} przesuwy (przemieszczenia) obszaru maksymalnie maksymalnie ostrego widzenia (które wynosi najwyżej 1') po obserwowanym obiekcie (a więc potrzebny jest CZAS - nie da się w jednym momencie widzieć wszystkiego naraz). Im szybciej [setne części sekundy - chodzi o czas każdego płynnego, pojedynczego wyodrębnienia (zauważenia) punktu (obszaru maksymalnie ostrego widzenia) podczas tych przemieszczeń wzroku] i z dalszej odległości będziemy w stanie móc SWOBODNIE, PŁYNNIE i DOKŁADNIE wyodrębniać (zauważać - bez rozpoznawania z początku) pojedyncze, jak najmniejsze obiekty (punkty) bądź szczegóły obiektu (to jednak wymaga czasu - najpierw trzeba zaczynać od małych odległości i świadomych wyodrębnień - nie można od razu "porywać się z motyką na księżyc", gdyż spowoduje to niepotrzebne napięcie), tym lepiej będziemy widzieć, lepiej funkcjonować będą nasze oczy i mózg (bez trudu sami to zauważymy), gdyż jak powszechnie wiadomo 90% informacji ze świata zewnętrznego odbieramy za pośrednictwem obrazu. Zauważyłem również następujący związek wzroku z myśleniem: im lepiej funkcjonuje u mnie wzrok, tym lepiej wychodzi mi gra w szachy z komputerem - na pierwszy rzut oka widzę najlepsze z możliwych ruchy i niejako od razu (bardzo szybko) powstaje w moim umyśle prawidłowa ocena sytuacji na szachownicy i wynikająca z niej właściwa strategia działania. Nie ma w tym zresztą chyba niczego niezwykłego - trudno jest bowiem myśleć logicznie (jeśli w ogóle jest to możliwe) patrząc na swego rodzaju złożoną zagadkę (jaką niewątpliwie są szachy), jeśli w sposób niewłaściwy (nielogiczny) używa się do tego (i nie tylko) celu wzroku, a więc de facto źle się (ją) widzi [("odczytuje") i to niezależnie od ostrości widzenia - sama ostrość nie świadczy bynajmniej o prawidłowym (sprawnym) widzeniu - można przecież widzieć wyraźnie napiętymi i nieruchomymi oczami (będącymi efektem nadmiernej słabości mięśni i wynikającego stąd napięcia - najczęściej także - całego organizmu) dzięki ciągłemu zwiększaniu mocy szkieł (ewentualnie zrobieniu sobie z rogówki dodatkowej "soczewki" rozpraszającej, czyli przejściu operacji wzroku, której efekt jest NIEODWRACALNY - w razie dalszego wzrostu napięcia mięśni skośnych oczu całą operację diabli wezmą), a więc dalszemu pogrążaniu ich w nieruchomości - por. cytat z początku działu]. Doktor Bates opisując fiksację tak pisze: Kiedy oko fiksuje centralnie, nie tylko ma idealną ostrość wzroku, ale też jest w stanie idealnego spoczynku i może być wykorzystywane przez nieokreślony czas bez zmęczenia. Takie oko jest otwarte i spokojne, nie wykonuje żadnych ruchów niekontrolowanych i kiedy obserwuje jakiś punkt w oddali, osie widzenia są równoległe. Innymi słowy, brak jest jakichkolwiek zaburzeń mięśniowych. (...) Mięśnie twarzy i całego ciała także znajdują się w spoczynku. (...) ... jeśli podobny stan przechodzi w nawyk, wokół oczu nie pojawiają się ani zmarszczki, ani cienie [Bates 2000, s. 82 - 83], a w innym miejscu: Granice widzenia zależą od stopnia fiksacji centralnej. Człowiek [z normalnym wzrokiem - przyp. mój] może przeczytać znak drogowy z odległości 800 m, kiedy widzi wszystkie litery tak samo wyraźnie. Ale gdy nauczy się widzieć jedną z liter lepiej niż pozostałe, będzie w stanie przeczytać drobniejsze litery, istnienia których sam nie podejrzewał. (...) Kiedy oko patrzy wykorzystując fiksację centralną, znikają nie tylko wszystkie wady refrakcji i funkcjonalne zaburzenia narządu wzroku, ale także wiele chorób organicznych. (...) Ponieważ fiksacja centralna nie jest możliwa bez kontroli psychicznej, jest więc równoznaczna z centralną fiksacją psychiki. To zaś z kolei oznacza prawidłowy stan wszystkich organów, jako że funkcjonowanie całego organizmu zależne jest od psychiki [Bates 2000, s. 88 – 89]. Osobiście nie mogę do końca zgodzić się z ostatnim zdaniem dr Batesa, gdyż z moich dotychczasowych doświadczeń wynika niezbicie, że stan psychiczny jest pochodną stanu fizycznego, a ten z kolei - pochodną odżywiania, innymi słowy, aby w ogóle móc efektywnie wspomagać funkcjonowanie ciała poprzez psychikę, najpierw należy efektywnie wspomóc ciało poprzez pokarm. Oczywiście ocieramy się tutaj o obszar zagadnienia świadomości {a w zasadzie "pierwszej przyczyny" - co było (jest) na początku: "kura" czy "jajko?"}, której to po dzień dzisiejszy nikomu jeszcze nie udało się odnaleźć, ani określić w sensie praktycznym (znamy tylko jej cechy), jednakże czy rzeczą niemożliwą i nie do pomyślenia jest, aby mieściła się ona w mózgu, a więc organie fizycznym - jak każden inny - wymagającym odżywiania? A nawet jeśli jest ona (pierwsza przyczyna: "świadomość", "umysł", "rozum", "mądrość" - czy jakby tam ją jeszcze nie nazwać) rzeczywiście pierwsza (najważniejsza), to tylko w sposób pośredni - o tyle, o ile będziemy w stanie móc bezpośrednio spełniać jej żądania, zwłaszcza w zakresie ciągłego dostarczania organizmowi odpowiedniego "paliwa" (ćwiczeń i odpoczynku zresztą też, ale to jest już sprawa podrzędna w stosunku do odżywiania) - por. punkt 7 (końcówka). Por. też "Istota leczniczej głodówki" - "procentowy ubytek wagi narządów i tkanek człowieka i psa w przypadku śmierci głodowej" (na niebiesko) oraz punkt 1 i punkt 7 "Wydziału prewencji".
  3. 4. Bujanie ("skręty"). Są to PŁYNNE i w miarę szybkie (lecz swobodne - nie powodujące napięcia) zwroty czy to głowy z tułowiem w pozycji stojącej (w poziomie - skręcanie tułowia wraz z głową; bądź w pionie - bardzo płytkie, aczkolwiek szybkie i SWOBODNE "ćwierćprzysiady", w zasadzie są to prawie że podskoki), samej tylko głowy [szyi (np. siedząc)] bądź też samych tylko oczu w płaszczyźnie poziomej (lewo – prawo) i pionowej (góra – dół) - to ostatnie ćwiczenie można wykonywać również przy zamkniętych powiekach. Te proste ćwiczena służą wyrobieniu prawidłowego nawyku niewpatrywania się nieruchomymi oczami w widziane obiekty. Ruch bowiem siłą rzeczy powoduje przynajmniej chwilowe oderwanie (odpoczynek) wzroku od obserwowanego (wyraźnie bądź nie) obrazu, zwłaszcza gdy jesteśmy nim (obrazem) mało zainteresowani (patrzymy nań tylko dlatego, że mamy zły nawyk patrzenia zawsze i wszędzie na wszystko, zamiast postawić na jakość i zająć się selektywnym - kiedy rzeczywiście tego potrzebujemy - świadomym widzeniem-wyodrębnianiem interesujących nas obiektów), bądź też płynny jego przesów, gdy podczas wykonywania tego ćwiczenia patrzymy na coś, co rzeczywiście nas interesuje (wzbudza naszą ciekawość), co chcielibyśmy bliżej poznać, dokładniej zobaczyć (a co zły nawyk patrzenia nieruchomymi oczami - niczym przysłowiowy wół w malowane wrota - nam uniemożliwia. Można i należy stosować to ćwiczenie zawsze, gdy czujemy dyskomfort w oczach podczas patrzenia (a nawet wcześniej) - dr Bates szczególnie poleca wykonywać je przed snem osobom mającym zwiększone napięcie (mięśniowe) oczu podczas snu (gorsze widzenie rano). Co ciekawe, czasem, gdy wzrok mamy napięty (ciało zresztą też), odruchowo wystąpić może potrzeba bujania ("tańczenia") całego ciała poprzez luźne skręty tułowia i przenoszenie ciężaru ciała z jednej nogi na drugą, bądź skręty samej tylko szyi (por. punkt 9).
  4. 5. Bardzo istotną rolę przy poprawianiu ostrości wzroku odgrywają ćwiczenia z udziałem "figury" i "tła" (przestrzeni) bądź też (inaczej mówiąc) świadome widzenie. Spróbujmy widząc centralnie jakąś rzecz ("figurę" bądź jej szczegół), która nas interesuje i przyciąga naszą uwagę, widzieć możliwie jak najlepiej [w sensie bycia świadomym i zdawania sobie z tego sprawy (W ŻADNYM RAZIE nie wysilać się - nie napinać mięśni oczu ani twarzy)] również wszystkie inne rzeczy znajdujące się w polu całkowitego naszego widzenia (a więc widziane niewyraźnie - tzw. "kątem oka" - również), niezależnie od tego - to najważniejsze w tym wszystkim - czy są one przed główną rzeczą, na którą obecnie patrzymy, za nią, z boku czy w linii góra dół od niej [a więc mamy też swobodnie "widzieć" - w sensie zdawać sprawę z istnienia (wyobrażać sobie, pamiętać o tym) - własny nos, zarys oczodołów, łuk brwiowy, czoło i policzki, a czasem nawet i usta, bez specjalnego ustawiania się oczu do widzenia tychże części ciała (a więc de facto ich blokowania na czymś, co z samej swej natury jest niemożliwe do dokładnego, bezpośredniego widzenia)] - por. następny punkt tym samym kolorem. Istnieje też nieco inna (przyspieszona) wersja tego ćwiczenia, mianowicie próba jak najlepszego i najszybszego widzenia (ale zawsze z rozluźnionymi oczami) jak największej liczby rzeczy (z możliwie największą liczbą szczegółów) znajdujących się w całkowitym polu naszego widzenia. Zarówno w jednym jak i w drugim przypadku zaobserwujemy bardzo szybkie i niewielkie ruchy oczu (oka - jeśli ćwiczymy każdym odzielnie) połączone z wyraźniejszym widzeniem obiektów (por. punkt 7 na czerwono). Dobre rezultaty może dać również proste, ciągłe (a przynajmniej od czasu do czasu) zdawanie sobie sprawy w świadomości z kształtu miejsca (wyobrażanie tego, co nas zewsząd otacza), w którym się znajdujemy (najczęściej będzie to jakiś tam rodzaj sześcianu), z uwzględnieniem w nim własnego położenia. Jeśli komuś powyższe zupełnie nie wychodzi bądź nie daje rezultatów, może zacząć trenować widzenie "figury" i "tła" w wyobraźni. Początkowo ćwiczenie można ograniczyć do wyobrażania sobie dwóch rzeczy o przeciwstawnych cech, np. mały (malutki - ledwo widoczny) biały prostokąt, trójkąt bądź elipsa, na tle dużego (ogromnego - do granic całkowitego naszego pola widzenia) czarnego takiego samego, lecz ułożonego przeciwnie (odwrotnie) obiektu. Zauważmy jak podczas tego ćwiczenia (można je też robić z zamkniętymi powiekami, w maksymalnie ciemnym miejscu bądź gdziekolwiek indziej - nie ma to większego znaczenia) funkcjonują nam oczy. ISTOTA OSTREGO WIDZENIA I SPRAWNEGO FUNKCJONOWANIA OCZU TKWI W PODŚWIADOMYM (NA POCZĄTKOWYM ETAPIE WYCHODZENIA Z KRÓTKOWZROCZNOŚCI - SIŁĄ RZECZY - ŚWIADOMYM) UTRZYMYWANIU RÓWNOWAGI MIĘDZY WIDZENIEM CENTRALNYM ("FIGURY" - pola maksymalnie ostrego widzenia - por. punkt 3 tym kolorem, wraz z odnośnikami w nim zawartymi) A OBWODOWYM ("TŁA"), ROZUMIANYM (RÓWNIEŻ) JAKO TRÓJWYMIAROWA PRZESTRZEŃ ZEWSZĄD OTACZAJĄCA TO, CO AKTUALNIE NAJLEPIEJ WIDZIMY. STĄD TEŻ PRZYWRACANIE PRAWIDŁOWEGO (OSTREGO) WIDZENIA (ORAZ FUNKCJONOWANIA OCZU) SPROWADZA SIĘ DO ŚWIADOMEGO TRENINGU KONCENTRACJI {A W ZASADZIE DO ZWYKŁEGO ZDAWANIA SOBIE SPRAWY Z TEGO, CO, JAK I KIEDY - ZALEŻNIE OD STOPNIA OŚWIETLENIA - SIĘ WIDZI} "DOŚRODKOWEJ" {WYRAŹNEGO WIDZENIA CENTRALNEGO (TEGO, CO STOSUNKOWO NAJLEPIEJ WIDZIMY; CO NAS NAJBARDZIEJ INTERESUJE I CO JEST DOBRZE OŚWIETLONE)} Z UWZGLĘDNIENIEM W ŚWIADOMOŚCI MNIEJ WYRAŹNEGO (PROPORCJONALNIE DO ODLEGŁOŚCI OD PUNKTU CENTRALNEGO, KTÓRY ŚWIADOMIE NAJOSTRZEJ WIDZIMY; KTÓRY NAS NAJBARDZIEJ INTERESUJE I KTÓRY CIĄGLE MINIMALNIE SIĘ PRZEMIESZCZA - A PRZYNAJMNIEJ POWINIEN SIĘ PRZEMIESZCZAĆ - ABYŚMY MOGLI OSTRO I W KOMFORCIE WIDZIEĆ - patrz wykres krzywej widzenia wraz z opisem) WIDZENIA OBWODOWEGO I PRZESTRZENNEGO, ORAZ "ODŚRODKOWEJ" (WYRAŹNIEJSZEGO WIDZENIA OBWODOWEGO I PRZESTRZENI JAKO TAKIEJ, Z UWZGLĘDNIENIEM W ŚWIADOMOŚCI GORSZEGO - Z UWAGI NA ZŁE OŚWIETLENIE - POSTRZEGANIA CENTRUM - patrz wykres krzywej widzenia wraz z opisem) DOTĄD (A NIE CHODZI TU TYLKO I WYŁĄCZNIE O WIDZENIE W "DAL" JAKO TAKIE), AŻ  ZAPADNIE NAM TO NA TYLE W PODŚWIADOMOŚCI, ŻE NIE BĘDZIEMY JUŻ MUSIELI O TYM PAMIĘTAĆ (MYŚLEĆ I ZDAWAĆ SOBIE Z TEGO SPRAWY) PODCZAS NORMALNEGO JUŻ (BEZ ŻADNYCH WAD WZROKU) WIDZENIA W KAŻDYCH WARUNKACH I O KAŻDYM CZASIE (por. punkt 3 takim samym kolorem.
  5. 6. Należy "pilnować", aby oczy nie funkcjonowały we wzmożonym napięciu. Bardzo łatwo można to sprawdzić bezpośrednio - jeśli będziemy widzieć niewyraźnie (lub mniej wyraźnie niż dotychczas) i (bądź - jeśli nie "dostrzeżemy" pogorszenia się wzroku) pośrednio - gdy po zamknięciu powiek zauważymy, że nasze oczy (wzrok) intensywnie odpoczywają i relaksują się (jeśli tak jest, a uważamy że widzimy "normalnie", to mamy duże szanse, by wkrótce stać się krótkowidzami, o ile już nimi nie jesteśmy, gdyż krótkowidzem nie staje się z dnia na dzień - wzrok pogarsza się bardzo powoli, stopniowo, w sposób niezauważalny). Zamykanie powiek (spokojne i delikatne - bez pośpiechu) jest bowiem najlepszym miernikiem stanu napięcia i w ogóle funkcjonowania oczu podczas patrzenia - normalnie, zdrowe oczy funkcjonują tak samo (bez napięcia) zarówno przy otwartych jak i zamkniętych powiekach. Jest to również najlepszy sposób na szybkie, CHWILOWE ich rozluźnienie (oderwanie od widzenia non stop). Zbyt długa praca przy komputerze (patrz też punkt 20 "Wydziału prewencji"), oglądanie TV (TV jak nic - za wyjątkiem alkoholu i narkotyków - może rozregulować działanie naszego organizmu, jeśli zamiast do natury, do niej zaczniemy dostosowywać pory posiłków i czas snu), czytanie i w ogóle jakakolwiek inna praca wzrokowa na ograniczonym polu (widzenia), w złej pozycji (a każda jest zła, jeśli dłuższy czas niezmiennie jest utrzymywana) i warunkach (oświetlenie, wiatr, pył, nieodpowiednia temperatura, suchość powietrza..., itp.), w połączeniu z niewłaściwym odżywianiem (a raczej niewłaściwe odżywianie w połączeniu z resztą niesprzyjających czynników) bardzo sprzyja napięciu mięśni oczu oraz rozwojowi krótkowzroczności - najpierw występuje nieświadome mrużenie powiek (zaczyna się od niewielkiego przymrużania) podczas patrzenia w dal, celem chwilowej poprawy ostrości wzroku, potem do gry włącza się ruch zbieżny oczu (występuje "masakra" oczu - ściskanie ich naraz i w pionie i w poziomie), a gdy i to nie skutkuje "ląduje się" u okulisty, którego celem (chciałbym wierzyć, że nieświadomym) bynajmniej nie jest wyleczenie naszych oczu, lecz przypisywanie im coraz to mocniejszych szkieł (działanie stricte doraźne) oraz ciągłe uzależnianie nas od siebie (w końcu to jego "praca", a ściślej mówiąc zarobek - wmawia się ludziom, że wady wzroku, podobnie zresztą jak i inne choroby, zwłaszcza te przewlekłe, już z samej swej natury są nieuleczalne i w związku z tym trzeba stale być pod "opieką" lekarza). Wracając jednak do wcześniejszego wątku: jeśli wykonujemy już te (potencjalnie) niebezpieczne dla naszych oczu czynności, na początku poprzedniego zdania wymienione - ideałem by było przez jakiś czas (tydzień, kilka dni - lub chociaż godzin dziennie...) w ogóle ich unikać, i skupić się tylko i wyłącznie na funkcjonowaniu oczu {świadomym niwelowaniu w nich napięć - dopiero później moźna by włączyć przesuwy wzroku (najpierw niezależne od obrazu - "bujanie"; potem - świadome i precyzyjne - pola maksymalnie ostrego widzenia, w czasie których to tak na dobrą sprawę możemy ostro, wraźnie i swobodnie widzieć - por. punkt 3 od tego koloru)}, a nie na biernym (niewłaściwym - z napięciem w oczach) patrzeniu jako takim (widzenie ZAWSZE winno być absolutnie podrzędne w stosunku do prawidłowego - bez napięć - funkcjonowania oczu) - to jak najczęściej odrywajmy od nich wzrok [spokojnie zamykając co jakiś (krótki) czas na chwilę (kilka sekund) powieki lub patrząc w coś obojętnego (dal, ścianę - o ile inaczej nie umiemy rozluźnić oczu i patrzeć obojętnym wzrokiem) - jeśli nie możemy tego za bardzo robić, to przynajmniej miejmy świadomość umiejscowienia (w tle, przestrzeni) tego, na co aktualnie patrzymy (zdawajmy sobie cały czas z tego sprawę - pamiętajmy o tym)]. BĄDŹMY ŚWIADOMI, ŻE PRZEDMIOTY, KTÓRE WIDZIMY NIE ISTNIEJĄ W PRÓŻNI, LECZ W OTOCZENIU INNYCH (NA TLE CZEGOŚ), I W ZWIĄZKU Z TYM WIDZIANY PRZEZ NAS OBRAZ PRAKTYCZNIE ZAWSZE JEST (A PRZYNAJMNIEJ POWINIEN BYĆ, BO OSTATECZNA JEGO INTERPRETACJA DOKONUJE SIĘ W NASZYM MÓZGU) TRÓJWYMIAROWY. TRZEBA RÓWNIEŻ MIEĆ NA UWADZE FAKT, IŻ KAŻDE CHOĆBY MINIMALNE PRZEMIESZCZENIE WZROKU (WIDZENIA CENTRALNEGO - A TO CIĄGLE POWINNO SIĘ PRZEMIESZCZAĆ, ABYŚMY ZAWSZE MOGLI OSTRO I W KOMFORCIE WIDZIEĆ) PO OBSERWOWANYM OBIEKCIE (NIE MÓWIĄC JUŻ O RUCHU CIAŁA), NIESIE ZE SOBĄ RÓWNIEŻ JAKĄŚ (TYM WIĘKSZĄ IM WIĘKSZY PRZESUW WZROKU) ZMIANĘ (A WIĘC TAKŻE PRZESUW) WIDZENIA JEGO OTOCZENIA (TŁA). WŁAŚNIE Z ISTNIENIA I PRZEMIESZCZANIA SIĘ CAŁEGO TEGO OTOCZENIA WINNIŚMY RÓWNIEŻ ZDAWAĆ SOBIE SPRAWĘ I WIDZIEĆ JE (BYĆ JEGO ŚWIADOMYM) Z OSTROŚCIĄ ODPOWIADAJĄCĄ JEGO ODLEGŁOŚCI (UŁOŻENIU POSZCZEGÓLNYCH POJEDYNCZYCH OBIEKTÓW CZY SZCZEGÓŁÓW OWEGO TŁA, WZGLĘDEM MALUTKIEGO OBSZARU MAKSYMALNIE OSTREGO WIDZENIA - por. punkt 3 od tego koloru, oraz rys. 1b) OD PUNKTU CENTRALNEGO (patrz wykres krzywej widzenia). OCZYWIŚCIE W WARUNKACH DOSTATECZNIE DOBREGO OŚWIETLENIA, WIDZENIE OBWODOWE CZY PRZESTRZENNE (JAKO TAKIE), NIGDY NIE MOŻE WYPRZEDZAĆ WIDZENIA CENTRALNEGO (BYĆ LEPSZE I WYRAŹNIEJSZE NIŻ ONO, CZY NAWET BYĆ TAKIE SAME) - GDY TAK JEST, ZNACZY TO, ŻE ŹLE WIDZIMY - MOŻE NATOMIAST I POWINNO ZAWSZE IŚĆ Z NIM W PARZE I BYĆ ODWROTNIE PROPORCJONALNIE (JEŚLI CHODZI O JEGO OSTROŚĆ - NIE TRZEBA SIĘ NA NIM ZBYTNIO KONCENTROWAĆ: WYSTARCZY BYĆ TEGO ŚWIADOMYM; TO SAMO NATURALNIE, ODPOWIEDNIO SIĘ "NASTAWI") DO ODLEGŁOŚCI POSZCZEGÓLNYCH JEGO ELEMENTÓW OD AKTUALNEGO, CHWILOWEGO (BO POWINNO SIĘ ONO CIĄGLE PRZEMIESZCZAĆ) "CENTRUM" - patrz wykres krzywej widzenia, oraz poprzedni punkt (ten sam kolor). Czy to przypadek, że w Anglii krótkowzrocznością „zarażeni” są wszyscy pracownicy laboratoriów, którzy przez 8 godz. dziennie używają mikroskopu [Wojtasiński 2003], w Singapurze - 98% absolwentów medycyny [Nikodemska 2003], u dzieci szkół podstawowych i średnich w Szanghaju i Tajwanie, które dużo czytają i często używają komputerów - 85% [Nikodemska 2003], a wśród 18-letnich tajwańskich dziewcząt – 93% [Wojtasiński 2003]? Dlaczego marynarze łodzi podwodnych po dłuższym rejsie w zamknięciu niemal zawsze doświadczają przejściowej krótkowzroczności, a kłopotów takich pozbawieni są pracujący na otwartym morzu rybacy, którzy często mają nawet nadwzroczność [Wojtasiński 2003]? Dlaczego wśród Eskimosów i Aborygenów w ciągu zaledwie jednego pokolenia, udział krótkowidzów zwiększył się z 2 do 45%, gdy zaczęto uczyć ich czytać i pisać [Wojtasiński 2003]? Idę o zakład, że wszyscy wyżej wymienieni, nie dość że wykluczają ze świadomości różnicowanie widzenia na maksymalnie ostre (centralne) i proporcjonalnie (do odległości od punktu centralnego - patrz wykres krzywej widzenia) ostre (obwodowe), i patrzą przez to jednym jego rodzajem, albo nawet "czymś" pomiędzy tym (bo po co maksymalnie wyraźnie widzieć, skoro i bez tego - widząc jedynie dostatecznie wyraźnie - można coś o wiele szybciej przeczytać, zrozumieć, zaobserwować czy zrobić, zwłaszcza, gdy jesteśmy ciągle przez kogoś poganiani - por. kilka zdań przed wykresem, po odnośniku do punktu 6), gdyż czynności, którymi się zajmują, siłą rzeczy to na nich wymuszają [przez co nienaturalnie przetrzymują wzrok w jednym tylko miejscu (patrzą nieruchomymi oczami - jak wół w malowane wrota i chcą wszystko widzieć naraz) niezależnie od jego powierzchi - patrz wykres krzywej widzenia wraz z opisem], to dodatkowo jeszcze źle bądź bardzo źle się odżywiają (zwłaszcza uczniowie i studenci).
  6. 7. Własną wyobraźnię i pamięć, która zresztą ściśle się z nią wiąże - DOBRZE wyobrazić bowiem możemy tylko to, co dobrze pamiętamy, a dobrze pamiętać z kolei tylko to, co wcześniej wyraźnie widzieliśmy (oczyma - lub czego doświadczyliśmy innymi zmysłami) - też można (i należy) "zaprzęgnąć" w ten sposób, aby nam pomagała [a nie przeszkadzała - z uwagi na błędne wyobrażenia o widzeniu - że niby zawsze i wszędzie wszystko widzimy równie źle (por. punkt 3 tym oraz tym kolorem), czy że podczas widzenia występuje (bo musi) dyskomfort w oczach (podczas wpatrywania się nieruchomymi oczami - owszem, ale NIGDY podczas prawidłowego widzenia, rozumianego jako NATURALNE, PŁYNNE i SWOBODNE przemieszczanie wzroku po obserwowanym obrazie] w widzeniu. Polega to przede wszystkim na pozytywnym myśleniu (to bardzo ważne - być może najważniejsze po odpowiednim żywieniu), tzn. w przypadku niewyraźnego widzenia czegoś (konkretnego obiektu bądź jego szczegółu) wyobrażamy sobie/traktujemy (bardzo szybko, ale bez napięcia w oczach), że wcale tak źle tego nie widzieliśmy/widzimy, że wręcz widzieliśmy/widzimy to bardzo dobrze, ostro i wyraźnie (NA PIERWSZY RZUT OKA/PRZESÓW WZROKU), i że widzenie nie wymaga od nas najmniejszego wysiłku ze strony oczu, ani ich napięcia (prawidłowe widzenie rzeczywiście tego nie wymaga) - wskazane jest nawet wywołanie u siebie w świadomości uczucia zdziwienia faktem, że nasze widzenie przebiega tak lekko, szybko i sprawnie (co jakiś czas należy jednak sprawdzać stan naszych oczu poprzez swobodne i delikatne - nie siłowe - zamknięcie powiek na kilka sekund - por. punkt poprzedni tym odcieniem zielonego) - por. punkt 1 na fioletowo. Można też patrząc na coś (małego i - lub - w oddali), czego dokładnie nie widzimy, pomyśleć (przypomnieć sobie, wyobrazić) o czymś innym (najlepiej przyjemnym lub obojętnym) - wzrok nam wtedy oderwie się w świadomości od obserwowanego obrazu (jeśli oczywiście dostatecznie dobrze coś sobie wyobrazimy), mimo iż fizycznie (lecz już nie mentalnie - nie biernie) nadal patrzeć będziemy w realnie istniejący obiekt [nasze oczy - w wyniku rozluźnienia mięśni skośnych - zaczną wykonywać szybkie i minimalne mikroruchy niezbędne do prawidłowego (ostrego) widzenia (por. początek następnego punktu oraz dalej, a także obecny punkt - za czerwonym wyróżnieniem)]. Mimowolne, swobodne i niewymuszone [w przeciwieństwie do wymuszonych - przebywania w absolutnej ciemności, zamykania powiek (w tym również z powodu ogólnego zmęczenia i/lub senności), czy nawet ruchu/przemieszczania ciała: swobodnego bujania, chodu, biegu, jazdy na rowerze w jakimś spokojnym terenie, jazdy samochodem lub autobusem jako pasażer...] oderwania (chwile wytchnienia - odpoczynku - dla naszych oczu) w świadomości wzroku od widzianego obrazu (oprócz dłuższego, NORMALNEGO, NIEWYMUSZONEGO patrzenia w jakąś jednolitą, obojętną dla naszych oczu powierzchnię, np. białą ścianę, a nawet TV - jeśli obraz śnieży i jest na granicy widoczności - por. końcówka tego działu: ćwiczenia ze szkłami plusowymi do dali), występują też naturalnie podczas korzystania (koncentrowania się) z innych zmysłów - smaku, węchu, a zwłaszcza SŁUCHU i DOTYKU/ODCZUĆ WEWNĘTRZNYCH (w tym również pośrednio - przywołując z pamięci minione doświadczenia), szczególnie, gdy jesteśmy/byliśmy tym czymś (co "odbieramy"/odbieraliśmy) zainteresowani (w ten sposób odciążając nadmiernie przywiązane do widzenia oczy - bo odbierać rzeczywistość możemy przecież także i innymi zmysłami - automatycznie rozluźniamy ich mięśnie). Zwróćmy uwagę na zachowanie się naszych oczu podczas rozmowy [zwłaszcza telefonicznej, choć nie tylko - mowa nierozłącznie związana jest z myśleniem, a to z kolei z pamięcią i wyobraźnią... - wzrok przenosimy ze świata realnego do wewnętrznego, zawartego w naszej pamięci i wyobraźni (chyba, że kłamiemy w jej trakcie - wówczas nie mamy gdzie przenieść wzroku - oczy zaczynają nam jakoś dziwnie chodzić; pojawia się w nich napięcie - por. związek widzenia z prawdą: końcówka punktu następnego)] - nie możemy w jej trakcie na niczym (realnie istniejącym: tu i teraz) dłużej skoncentrować wzroku, mimo iż oczy cały czas mamy otwarte. Co do pamięci, to gdy świadomie doświadczymy lepszego (SWOBODNEGO - BEZ NAPIĘĆ) funkcjonowania oczu, naturalnie zapamiętamy ten ich stan [bardzo pożyteczną rzeczą jest częste przywoływanie w pamięci - podczas świadomego widzenia - stanu (mięśni) naszych oczu z momentów oderwań (odpoczynku) wzroku od obrazu, wymienionych przed chwilą] i przez to będziemy coraz bliżej odzyskania pełnej ostrości wzroku (warto na bieżąco robić notatki - dokładnie opisywać własne odczucia, stosowaną dietę, ćwiczenia, stan emocjonalny...) - wtedy wystarczy tylko będzie "wprzęgnąć" w proces widzenia ruch (najpierw sam - jako taki - potem swobodne przemieszczanie obszaru maksymalnie ostrego widzenia na to, co chcemy dokładnie zobaczyć) i będziemy już o krok od prawidłowego (wyraźnego, bez napięć) widzenia [por. punkt natępny (8), punkt 6 oraz punkt 1 - wszystko zielonym kolorem]. Innym (konkretnym) sposobem bezpośredniego wykorzystywania pamięci w celu poprawy funkcjonowania oczu (wzroku) jest jak najdokładniejsze przypominanie sobie widzianych wcześniej obrazów (w tym charakterystycznych ich cech: wielkości, położenia, kształtu, koloru, tła, szczegółów...). W każdym praktycznie miejscu dostatecznie oświetlonym można zamknąć na moment powieki (lub nawet nie zamykać, tylko w trakcie widzenia co jakiś czas świadomie sobie przypominać - jeśli nie mamy w oczach napięcia) i rozluźniając oczy starać się jak najszybciej i najdokładniej odtworzyć (przypomnieć sobie) wszystko to wraz ze szczegółami (a w zasadzie jednym szczegółem, który przed momentem był najlepiej przez nas widziany - punktem centralnym - por. punkt 3 tym kolorem, wraz z odnośnikami w nim zawartymi), co chwilę temu było w całkowitym polu naszego widzenia (choćbyśmy coś widzieli tylko "kątem oka") i tak jak przed chwilą wszystko to widzieliśmy [z rozróżnieniem widzenia centralnego - tego co widzieliśmy świadomie i co nas interesowało - oraz całego jego otoczenia ("tła", przestrzeni, widzianej mniej wyraźnie proporcjonalnie do odległości od "centrum" - patrz wykres krzywej widzenia). Co jakiś czas (im krócej tym lepiej - pod warunkiem zachowania rozluźnienia), dobrze jest korygować własne wyobrażenia poprzez otwarcie (potem - gdy pozbędziemy się napięcia - może nam to przejść w nieświadome mrugnięcie, a nawet płynny przesuw wzroku) na momencik oczu (oka - jeśli ćwiczymy oddzielnie każdym) bądź płynny powrót (jeśli ćwiczymy przypominanie w trakcie widzenia) wzroku do przypominanego obrazu (punktu). Tym sposobem również możemy nieźle "rozruszać" oczy - będą to ruchy minimalne, aczkolwiek niezwykle istotne do wyraźnego widzenia (por. punkt 5 na czerwono). Można również podejść do czegoś, czego z daleka nie widzimy (nie wspominając już o jego dokładnym rozpoznaniu), przyjrzeć się temu bardzo dokładnie (najmniejszym jego szczegółom), zapamiętać to, wrócić do pozycji wyjściowej (znów się oddalić) i z niej patrząc na ów obiekt, przypomnieć sobie jak wyglądał on z bliska [można przed tą próbą zamknąć na chwilę oczy - zwłaszcza, jeśli występuje w nich napięcie - i JAK NAJDOKŁADNIEJ przywoływać w pamięci wygląd tego, co zaraz z daleka będziemy widzieć (należy przy tym myśleć pozytywnie o tej próbie widzenia - tzn. że przejdziemy ją pomyślnie i za chwilę zobaczymy ostro i wyraźnie); zauważmy, że podczas SWOBODNEGO, DOKŁADNEGO przypominania szczegółów obiektu, oczy nasze (nawet przy zamkniętych powiekach) wykonują minimalne, szybkie i ledwo zauważalne ruchy]. Dr Bates np. twierdził, że podczas rozpoznawania liter na tablicy Snellena (typowa tablica do badania ostrości wzroku) - zwłaszcza tych małych i z dalszej odległości - osoby ze zdrowym wzrokiem podświadomie wyobrażają sobie ("przypominają") biel (sam kolor - jako taki) tablicy bielszą niż jest w rzeczywistości, oraz czerń liter również czarniejszą od rzeczywistej (tak wyobraźnia i pamięć pomaga im w dokładym widzeniu - w przeciwieństwie do krótkowidzów, u których postrzegane kolory są "niedokładne", mało intensywne, szare, rozmazane, jasne, a pamięć takiego stanu rzeczy zdawałaby się zamykać błędne koło). W związku z powyższym, na początku wychodzenia z krótkowzroczności (zwłaszcza dużej) wskazane jest wykonywanie konkretnych ćwiczeń w stosunkowo bliskiej odległości [aby móc jak najlepiej zapamiętać charakterystyczne cechy widzianych przedmiotów (żeby je potem móc właściwie przypominać i prawidłowo - jak najdokładniej - wyobrażać) oraz nie wysilać i tak już przesilonych oczu (por. ćwiczenie do bliży - punkt 1)]. Reasumując: angażując w codziennym życiu na większą skalę (poprzez myślenie pozytywne) własną wyobraźnię (co mimowolnie pociąga za sobą również angażowanie pamięci - por. początek tego punktu), poprawiamy sobie nie tylko wzrok, ale i ogólne funkcjonowanie całego organizmu, bynajmniej nie tylko w sferze psychiki (zwłaszcza, gdy w sposób przynajmniej poprawny się odżywiamy). Jeśli dostatecznie dobrze i w prawidłowy sposób wyobrazimy sobie coś pozytywnego i prawidłowego (a trwa to bardzo krótko i już „wiemy”) i szybko zaczniemy wprzęgać takie wyobrażenie w działanie (im szybciej tym lepiej) i je utrzymywać (że dana czynność, którą się obecnie zajmujemy, nawet tak podstawowa jak chód, bieg czy dźwiganie czegoś - że o widzeniu nie wspomnę - jest lekka, łatwa i przyjemna, i że bez trudu sobie z nią poradzimy), to znajdzie to swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. To nie jest trywializm - sam całkiem niedawno to zauważyłem i uwierzyłem. Wyobraźnia bowiem czyni cuda, jednakże jakie one będą (pozytywne bądź negatywne „cuda”) i czy w ogóle będą, zależy wyłącznie od nas, i od naszej woli jej angażowania. Każde bowiem działanie bierze swój początek w wyobraźni (myśleniu) - bez niej nic nie jesteśmy w stanie zrobić (poza odruchami). A jeżeli tak się sprawy z nią mają, to nie ulega najmniejszej wątpliwości, że jakakolwiek czynność (czy to fizyczna, psychiczna, czy jeszcze inna) pójdzie nam o wiele łatwiej i sprawniej, jeśli będziemy o niej myśleć pozytywnie (por. punkt 3 tym kolorem). O wyobraźni pod nieco innym kątem (przestrzennej) traktowała też pierwsza połowa punktu 5 (żółtym, czerwonym i niebieskim kolorem).
  7. 8. Poważną przeszkodą stojącą na drodze do trwałego poprawienia ostrości wzroku może okazać się nasza własna mentalność, jeśli bardzo często ulega presji dokładnego widzenia i (lub) jak najszybszego rozpoznawania [to z wyraźnym widzeniem - świadomym przesuwem pola maksymalnie ostrego widzenia - nie ma nic wspólnego; PRAWIDŁOWE (OSTRE) WIDZENIE (JAKO TAKIE) BOWIEM NIE JEST WYNIKIEM ROZPOZNAWANIA, LECZ ROZPOZNAWANIE JEST WYNIKIEM WIDZENIA (INNYMI SŁOWY: ŻEBY MÓC COŚ WZROKOWO ROZPOZNAĆ, NAJPIERW NALEŻY TO WYSTARCZAJĄCO DOBRZE ZOBACZYĆ - por. punkt 3 od tego koloru) - W PRZECIWNYM RAZIE MIELIBYŚMY OMAMY WZROKOWE (ZRESZTĄ OSOBY KRÓTKOWZROCZNE NIESTOSUJĄCE METODY BATESA CZĘSTO JE MAJĄ)] wszystkich rzeczy (naraz, całościowo) bądź osób znajdujących się w polu widzenia [co często jest niemożliwe nawet dla osób ze zdrowym wzrokiem (wymaga to bowiem bardzo szybkich i o dużym zakresie ruchów oczu - por. punkt 3 tym kolorem), zresztą oni nawet nie starają się tego czynić - praktycznie zawsze widzą spokojnie, bez pośpiechu i wysiłku]. Taki sposób "dokładnego" (całościowego) postrzegania i ciągłego "kontrolowania" świata [wszystkiego "naraz", jak najszybciej - bez PŁYNNYCH, NATURALNYCH I SWOBODNYCH ruchów oczu będących w stanie ROZLUŹNIENIA (o jak najczęstszym odrywaniu w świadomości wzroku od obrazu całkowicie się wtedy zapomina!)] powoduje napięcie (oczy bardzo szybko się męczą), burzy wewnętrzny spokój, i niweczy dotychczasowe osiągnięcia w zakresie polepszania wzroku (por. punkt poprzedni - odpowiednim kolorem - oraz punkt 3 tym kolorem) - zaczyna się używać tego delikatnego narządu zmysłu niczym pługa do orki, a przecież żaden narząd (nie tylko zmysłu) długo nie wytrzyma, jeśli będzie funkcjonował non-stop na wysokich obrotach [nawet sokół szybko by oślepł, gdyby cały czas - bez przerwy (bez najmniejszych choćby - ale częstych - oderwań wzroku od widzianego obrazu) - patrzył z maksymalną ostrością na maksymalnym polu widzenia - patrz wykres krzywej widzenia wraz z jego opisem]. ŻADNE OCZY NIE SĄ STWORZONE DO MAKSYMALNIE OSTREGO WIDZENIA CAŁYCH, "DUŻYCH" POWIERZCHNI (POD WZGLĘDEM STOSUNKU ICH ROZMIARÓW DO ODLEGŁOŚCI OD OKA) NON-STOP. W związku z tym należy unikać (przynajmniej w miarę możliwości) zwłaszcza tego (takich sytuacji, miejsc, okazji, czynności...), co (niespodziewanie) wymusza na nas ostre widzenie i (lub) szybkie, ciągłe rozpoznawanie, bądź - w ostateczności - kontrolować je [tzn. własne widzenie - to my winniśmy zawsze samodzielnie panować nad naszym widzeniem (z początku nad jak najdłuższym i najczęstszym utrzymywaniem rozluźnionych, oderwanych od wyraźnego - lub nawet jakiegokolwiek - widzenia obrazu oczu) poprzez ciągłe decydowanie o tym czy, co (ewentualnie kogo), kiedy i jak widzimy i rozpoznajemy, oraz w jaki sposób funkcjonują nam oczy (a to jest ściśle związane z widzeniem), a nie inni ludzie, sytuacje, okoliczności... w jakikolwiek (pośredni) sposób mają to czynić za nas] poprzez jak najczęstsze (i możliwie najdłuższe) utrzymywanie ROZLUŹNIONEGO (oderwanego od maksymalnie ostrego widzenia i szybkiego rozpoznawania) wzroku [cóż takiego się takiego stanie, jeśli trochę później coś lub kogoś rozpoznamy lub nie (roz)poznamy - nawet osobom ze zdrowym wzrokiem czasem się to przytrafia (niezauważenie)]. Tym sposobem wbrew pozorom wcale nie będziemy widzieć gorzej. Jeśli utrzymamy ROZLUŹNIENIE I NIE BĘDZIEMY WPATRYWAĆ SIĘ w coś, co za pierwszym razem nie jesteśmy w stanie dokładnie zobaczyć [jeśli za pierwszym razem czegoś wyraźnie nie widzimy, to tym bardziej nie zobaczymy tego, gdy będziemy się w to dłużej wpatrywać (nienaturalnie przetrzymywać na obserwowanym obiekcie bądź jego szczególe wzrok w JEDNYM TYLKO miejscu) - owszem "rozpoznać" czasem możemy, ale na zasadzie zgadywania], a zamiast tego przeniesiemy płynnie wzrok na inny punkt (obiekt - ideałem by było w ogóle oderwać na chwilę wzrok od obrazu), a z niego SWOBODNIE, I PŁYNNIE [BEZ ŻADNYCH NAPIĘĆ W OCZACH, wynikających z nienaturalnego blokowania (skupiania, przetrzymywania) obszaru maksymalnie ostrego widzenia w 1 tylko miejscu - por. punkt 3 od tego koloru] na jeszcze inny itd., [por. punkt poprzedni (7) oraz powiązany z nim punkt 1 - oba różowym kolorem, a także punkt poprzedni (7) zielonym kolorem]. Chodzi tu o widzenie pozbawione jakiegokolwiek wysiłku skierowanego na rozpoznawanie [jeśli coś widzimy ostro podczas SWOBODNYCH, PŁYNNYCH i NATURALNYCH przesuwów (ruchów) wzroku i rozpoznajemy (ułameczek sekundy) - dobrze; jeśli nieostro i nierozpoznajemy - nic nie szkodzi - inną rzecz widzimy wyraźnie(j), a tamtej się nie przyglądamy (nie przetrzymujemy na niej wzroku - traktujemy ją tak, jakbyśmy ją dobrze widzieli i bez trudu rozpoznali) - por. punkt 7 różowym kolorem]. Poza tym, obiektywnie oceniając ostrość wzroku w konkretnej sytuacji, zawsze trzeba wziąć poprawkę na warunki zewnętrzne [niedostateczne bądź nadmierne oświetlenie (olśnienie), niezbyt wyraźny napis, zbyt duża odległość i - lub - mały obiekt] oraz wewnętrzne [stan emocjonalny i fizyczny (zmęczenie, senność, mimowolne utrzymywanie oczu/wzroku w oderwaniu od obrazu/dokładnego widzenia), wcześniejsza znajomość obiektu na który się patrzy, zagapienie czy też najzwyklejsze w świecie niezauważenie czegoś - nie zwrócenie na to uwagi] - nawet ludzie ze zdrowym wzrokiem miewają chwilowe zaburzenia widzenia (choć trwają one zazwyczaj bardzo krótko). Przeszkodą w drodze do wyraźnego widzenia jest wg dr Batesa uczucie nudy i (lub) braku zainteresowania [swoją drogą, ciekawe jaki jest dokładnie udział szkoły w powstawaniu krótkowzroczności i na czym on polega (?)]. Stan taki pociąga za sobą napięcie psychiczne, które zaburza funkcjonowanie narządu wzroku oraz pogarsza ostrość widzenia - niejako podświadomie odwracamy wtedy wzrok od tego, co nas nie interesuje (czego nie chcemy dokładnie widzieć) bądź tylko udajemy (gdy sytuacja tego wymaga), że na to patrzymy, to obserwujemy. Najgorszą jednak rzeczą (jakże często w szkole konieczną) jest postępowanie wbrew sobie - poddanie się presji ciągłego maksymalnego skupiania uwagi (jakże często wzrokowej i słuchowej naraz!!!) podczas  (dla nas) trudnych/nudnych lub prowadzonych bardzo szybko/mechanicznie/"na odwal" (w przygniatającym i denerwującym - nie dającym szans na zrozumienie/zapamiętanie wykładanych treści - tempie) lekcji/zajęć/wykładów. Stąd zapewne biorą się złe nawyki wzrokowe - w większym stopniu patrzymy wówczas (większym - mimowolnie) kątem oka [zamiast całkowicie oderwać od tego czegoś wzrok (ale na lekcjach/zajęciach/wykładach w końcu trzeba uważać lub przynajmniej sprawiać takie wrażenie) i (lub) zmienić miejsce przebywania - po co się męczyć (w tym męczyć wzrok zmuszając go do ciągłego widzenia czegoś, czego nie chce) i udawać?] na coś, co winniśmy widzieć centralnie/wyraźnie z uwagi na jego takie same (frontalne - w zasięgu naszego wzroku) położenie względem naszych oczu (oszukujemy po prostu samych siebie i innych). A jeśli coś nas nie interesuje, to siłą rzeczy nie możemy tego dokładnie "sfiksować" [na nim się skoncentrować - to samo de facto odnosi się do wszystkich innych zmysłów (nie tylko wzroku)]. Zatem dobrym treningiem oczu (wzroku), a także działaniem prewencyjnym w tym (i pewnie nie tylko w tym) zakresie, jest podążanie za własnymi zainteresowaniami - rozwijanie ich wedle własnej woli, a nie woli innych - oraz unikanie jakiegokolwiek poczucia presji (nie tylko widzenia - choć tej przede wszystkim). Gdy jesteśmy bowiem czegoś ciekawi, robimy coś z pasją i chęcią (sercem) - nasz mózg i oczy pracują najlepiej. Niestety szkoła instytucjonalna (i nie tylko zresztą ona - to samo tyczy się każdej innej sformalizowanej, opartej na władzy instytucji) już z samej swej natury w znacznym stopniu nam to uniemożliwia/wyperswadowuje (nie wspominając już o nudnych nauczycielach, budzących raczej odrazę do wykładanego przedmiotu, niż zainteresowanie nim, hołdujących bardziej "programowi"/treści niż człowiekowi), zmuszając nas do czynienia (nauki) czegoś, czego nie chcemy [wszyscy - chcąc nie chcąc - w pewnym sensie jesteśmy "prostytutkami", jak nie cielesnymi (nie tylko w sensie dosłownym - jakże często życie nas zmusza do wykonywania niechcianej fizycznej pracy), to intelektualnymi (nie zawsze robimy to, co NAPRAWDĘ chcemy)... ]. Poza tym, wystąpieniu objawów nudy i braku zainteresowania bardzo sprzyja utrzymywanie przez dłuższy czas ciała w jednej pozycji i/lub (względnym) bezruchu [np. siedzącej, jak na lekcjach szkolnych (por. końcówka punktu 9) - tu pojawia się również problem patrzenia "spod łba" i z boku na tablicę (w końcu nie wszyscy mogą siedzieć na wprost niej) - por. punkt 10 fioletowym kolorem]. O innym ważnym związku widzenia ze szkołą traktuje też punkt 3 (po odnośniku do punktu 6). Idąc dalej tym tropem, ów wielki uczony na podstawie licznych swych eksperymentów i badań nad zachowywaniem się różnych oczu w różnych warunkach, tak zewnętrznych (odległość, oświetlenie), jak wewnętrznych (różne stany emocjonalne), dowiódł istnienia związku ostrości widzenia i prawidłowego funkcjonowania oczu (wzroku) z prawdą. Konkluzja płynąca z tego odkrycia jest jednoznaczna: Wzroku (widzenia) nie da się oszukać (zawsze należy używać go w sposób SWOBODNY i NATURALNY), a wszelkie kłamstwa (w tym przede wszystkim okłamywanie samego siebie) mogą się bardzo szybko na nas zemścić (konkretnie na naszych oczach - por. pierwszy akapit podsumowujący metodę Batesa). Swoją drogą, czy to przypadek, że czasem się mówi: „Po oczach widzę, że kłamiesz”, gdy ktoś jakoś tak dziwnie patrzy (por. pierwsze zdanie od góry)?
  8. 9. Bardzo dobre rezultaty może dać, zdawałoby się prosta czynność, jaką jest SWOBODNE (BEZ ŻADNEGO NAPIĘCIA, ANI PRESJI WIDZENIA) obserwowanie ruchu wielu obiektów - np. samochodów na jakimś prostym, długim, ruchliwym (najlepiej kilkupasmowym) odcinku drogi. Jadące samochody o tyle wydają się być dobre do obserwacji, iż są to duże, z daleka widoczne obiekty poruszające się z dużą prędkością (prędkość samochodu + prędkość przesuwu po nim wzroku w kierunku przeciwnym do jego ruchu = podwojenie odbieranej w świadomości "prędkości widzenia", a tym samym zmniejszenie skłonności do niepotrzebnego wpatrywania się). Tymi obiektami mogą być również (a czasem może nawet i lepiej jak będą - z powodu ujemnego ładunku elektrostatycznego - por. punkt 20 "Wydziału prewencji") drzewa w parku bądź lesie [jeżeli bowiem spacerujemy i widzimy nieruchome np. drzewa, to i tak obserwujemy ruch względny tych obiektów (przesów) względem nas, będących w ruchu]. Można w ten sposób wykonywać 3 (i więcej) ćwiczeń (zaleceń) naraz: spacer - a więc ruch fizyczny; chód w wyprostowanej pozycji ze swobodnym widzeniem do dali (przestrzeni); obserwowanie ruchu (czy to względnego, rzeczywistego, czy jednego i drugiego) oraz związanych z nim przemieszczeń obszaru maksymalnie ostrego widzenia wraz z jego tłem (przestrzenią). W warunkach domowych (prowizorycznych) można wpatrywać się (w sensie swobodnie obserwować) przez pewien czas w wizualizacje jakiegoś multimedialnego odtwarzacza (np. Windows Media Playera czy Winampa) bądź wygaszacza ekranu. Można także grać w jakieś gry zręcznościowe - z komputerowych np. polecałbym skoki narciarskie, LBreakout, zaś ze "zwykłych" może np. piłkarzyki (dwuosobowa gra na stole) - czy inne (ruchowe), zarówno indywidualne, jak i zespołowe, które nas interesują (por. punkt 4). Ruch fizyczny bowiem naturalnie wymusza na naszych oczach niewpatrywanie się (często mimowolnie odrywa się wzrok od widzianego obrazu koncentrując na czymś innym) oraz szybkie przemieszczanie wzroku (ciągłą i sprawną zmianę widzianego wyraźnie bądź nie - obrazu), zapobiegając w ten sposób destrukcyjnym skutkom uczucia nudy (patrz punkt poprzedni tym kolorem]. Należy tylko pamiętać, aby być ROZLUŹNIONYM (nie spiętym) i w takim też stanie utrzymywać oczy.
  9. 10. Istnieje również inny sposób łączący w sobie wszystkie ćwiczenia i zalecenia dr Batesa. Jest nim mianowicie ciągłe pilnowanie, by zarówno oczy, jak i całe nasze ciało nie pracowały we wzmożonym napięciu (należy ciągle wsłuchiwać się w stan zarówno jednego, jak i drugiego). Jeżeli zaś zauważymy, że w takim stanie jednak pracują - za pomocą umysłu rozluźniamy je [odrywając (odpoczywając) w świadomości wzrok od aktualnie widzianego (wyraźnie bądź nie) obrazu (por. punkt 7 - tym odcieniem zielonego) - można też na chwilę zamknąć powieki i skoncentrować się na rozluźnianiu oczu (por. punkt 6 - od początku pierwszą jego połowę, punkt 2, oraz punkt 1 - wszystkie tym samym kolorem) bądź przesuwie wzroku ("bujaniu" - patrz punkt 4)]. Mięśnie oczu wykazują tendencję do nadmiernego napięcia podczas dłuższego patrzenia w jednym tylko kierunku - w bok, górę bądź dół - dlatego też należy tego unikać. Dotyczy to np. szeroko rozumianego tzw. patrzenia "spod łba", które siłą rzeczy występuje, gdy chodzimy zgarbieni (pochyleni), jeździmy rowerem górskim czy kolarzówką po ruchliwej drodze patrząc (chcąc - niechcąc) ciągle w dal, podczas prowadzenia samochodu z źle ustawionym (zbyt nisko bądź wysoko) siedzeniem (to samo tyczy się również kierownicy i siodełka zwykłego roweru), a także podczas oglądania TV czy filmu w kinie, jeśli nie jesteśmy ustawieni do oglądanego obrazu frontalnie, tzn. jego środek - "centrum" - nie znajduje się dokładnie na wprost naszych oczu w stanie (to najważniejsze) maksymalnego ich rozluźnienia. I to jest pozycja wyjściowa do prawidłowego widzenia. ZAWSZE NALEŻY JEJ SIĘ TRZYMAĆ. Czasem wymagać ona może np. podniesienia ("zadarcia") nieco głowy i patrzenia jakby z góry, ale jest to cena, jaką należy zapłacić za odzyskanie pełnej ostrości wzroku [jest to odpowiedź na nasze wcześniejsze nienaturalne patrzenie w górę - "spod łba" (wynikające z utrzymywania nieprawidłowej pozycji ciała - garbienia się) - i przeciążanie przez to pewnych mięśni oka (i tułowia, karku)]. Już samo takie utrzymywanie oczu i ciała w stanie (pozycji) gwarantującym maksymalne ich rozluźnienie i relaks [to ZAWSZE (obok oczywiście właściwego żywienia i trybu życia) winno być naszym NAJWAŻNIEJSZYM PRIORYTETEM], zwłaszcza w połączeniu z nieprzyglądaniem się niczemu (przesuwem pola maksymalnie ostrego widzenia - bez blokowania go w 1 tylko miejscu - i częstymi oderwaniami w świadomości wzroku od obrazu) - zarówno temu, co widzimy wyraźnie, jak i temu, czego w ten sposób nie widzimy (nie rozpoznajemy - z powodu np. nadmiernej dla naszych oczu odległości, zbyt małych rozmiarów obserwowanego obiektu czy niedostatecznie dobrego jego oświetlenia) - może nam znacznie poprawić funkcjonowanie oczu i ostrość widzenia (por. punkt 7 między tym, a tym odcieniem zieleni włącznie). Jeśli chodzi o napięcie całego organizmu sprzyjające wystąpieniu napięcia w oczach, to szczególnie należy uważać na napięcie karku i szczęk - jeśli je odczuwamy, natychmiast spróbujmy się rozluźnić, uspokoić, zrelaksować, pomyśleć o czymś przyjemnym [niekoniecznie od razu trzeba masować sobie kark, choć aktualną pozycję naszego ciała z pewnością należałoby co najmniej skorygować (jeśli nie całkowicie zmienić, fundując sobie np. drzemkę czy swobodne leżenie przez pewien czas na wznak)]. Zbyt szybki chód (zwłaszcza przy niedostatecznie rozwiniętych mięśniach brzucha i pleców, wynikających przede wszystkim z niewłaściwego odżywiania - dopiero potem ćwiczeń) siłą rzeczy sprzyja pochylaniu szyi i tułowia do przodu oraz wypychaniu bioder do tyłu, co skutkuje napięciem w tychże miejscach. Dlatego też dobrze jest chodzić wolniej i swobodniej (niemalże "płynąć") w wyprostowanej (nawet jak "strzała", co nie oznacza oczywiście bycia zupełnie sztywnym - nie o to tutaj chodzi) pozycji, z wciągniętym brzuchem (już samo to przy odpowiednim żywieniu winno nam nieco wzmocnić mięśnie tułowia oraz "wyprostować" przygarbioną sylwetkę tak, że po kilku dniach do tygodnia takiego chodzenia odczujemy zauważalną różnicę na lepsze i raz na zawsze odechce się nam garbić) i wzrokiem skierowanym daleko przed siebie [świadomie zwiększamy wówczas "głębokość" (trzeci wymiar - przestrzeń) naszego pola widzenia oraz ćwiczymy mikroruchy oczu - im bowiem większa odległość i (lub) mniejszy obiekt, który chcemy wyraźnie i w prawidłowy sposób widzieć, tym siłą rzeczy mniejsze ruchy wykonywać będą nasze oczy w celu utrzymania zarówno ostrości widzianego obrazu, jak i komfortu patrzenia (por. punkt 3 tym kolorem]. Chodząc (ewentualnie stojąc, siedząc, leżąc) w takiej pozycji od czasu do czasu należy wciągać i maksymalnie napinać (rozciągnięte) mięśnie brzucha bez przechylania tułowia czy to w jedną (do przodu), czy drugą (do tyłu) stronę. Oczywiście najlepiej jest też zacząć ćwiczyć brzuch i plecy - efekty będą jeszcze szybsze i większe [będziemy mieć poczucie większej "twardości" i sztywności w pasie - niczym pień dębu - chodzenie i w ogóle jakiekolwiek czynności fizyczne nie będą dla nas żadnym ciężarem (nasz tułów i całe ciało wręcz domagać się ich będzie - por. pierwsze niebieskie zdanie drugiego akapitu rozdziału "Jak maksymalnie zoptymalizować odżywianie i komfort życia?" w dziale: "Odżywianie a myślenie, samopoczucie, wzrok, wygląd, kondycja, siła...")]. Polecam bardzo proste, skuteczne i przyjemne (relaksujące) ćwiczenie całego tułowia (zwłaszcza w obrębie pasa), jakim jest "pchanie" i "ciągnięcie" futryny drzwi - ręce zaczepiamy na wysokości barków lub wyżej (początkowo - później jak się rozgrzejemy i zaczniemy szybko i dynamicznie ćwiczyć silne ciągnięcia i pchnięcia, naturalnie powędrują nam one nieco w dół) i koncentrujemy się na CIĄGŁYM I PŁYNNYM odczuwaniu maksymalnych rozciągnięć (nie garbiąc się do przodu - rzecz jasna) mięśni brzucha i najszerszych (bocznych) pleców (pozycja wyjściowa - końcowa faza "ciągnięcia"), klatki piersiowej (początkowa faza "pchania") przechylając wyprostowany tułów raz w jedną (tj. do przodu), raz w drugą (do tyłu) stronę (można robić krok wprzód i w tył - raz jedną, raz drugą nogą). Ćwiczenie to dobrze jest wykonywać tuż po przebudzeniu (spokojnie wystarczy na początek 1-2 min., tj. 1 seria tego ćwiczenia - zresztą nie polecam wykonywać ich więcej niż 3), a można też kilka razy dziennie (zwłaszcza, jeśli mamy siedzącą pracę) - wtedy jednak ćwiczmy mniej intensywnie (do ok. 15 sek. - tak dla relaksu i rozluźnienia się tylko - by jedynie "nastawić" kręgosłup i wyprostować sylwetkę). Na mięśnie skośne brzucha można robić skręty z odbiciem (rękami) od ściany (raz z jednej, raz z drugiej strony), stojącej ok. 50 cm za nami. Trudniejszą wersją tych ćwiczeń (bardziej angażującą dolne mięśnie pleców oraz rozciągającą brzuch) jest wykonywanie ich w pozycji leżącej na brzuchu. Ćwiczenie to jest trochę podobne do tzw. pompek, z tym, że "pompujemy" (a w zasadzie przeginamy się do tyłu) tutaj samym tylko tułowiem (przy nieznacznej tylko pomocy rąk - proponuję podpierać się na zaciśniętych pięściach - zwiększy to zakres ruchu) od brzucha (dolnego) w górę (nogi cały czas są na podłodze, jakby były do niej przyklejone), odczuwając przy tym maksymalne rozciągnięcia mięśni brzucha na całej jego długości (od dołu do góry - można równocześnie odczuwać maksymalne spięcia mięśni pleców) ze skrętami (raz w jedną, raz w drugą stronę, angażującymi mięśnie skośne) bądź bez (bądź raz tak, raz tak) - ważne, aby zachowywać CIĄGŁOŚĆ i PŁYNNOŚĆ ruchu. Najlepiej jest oczywiście ćwiczyć na specjalnym urządzeniu (atlasie) pełne zgięcia ("opady") i wyprosty tyłowia (bez pomocy rąk), mając nogi zablokowane, niemniej jednak, przy odrobinie pomysłowości myślę, że każdy w warunkach domowych może też stworzyć sobie takie prowizoryczne "urządzenie" do ćwiczeń - stół można np. podsunąć pod nieco wyższy parapet, położyć się nogami i biodrami na stole, pięty włożyć pod parapet (dobrze zablokować - ktoś może je też przytrzymać) i w ten sposób ćwiczyć (bardzo dobrym rozwiązaniem może okazać się "podpora" w postaci zawieszonego w pewnym miejscu z góry grubego sznura do "wspinania się" - najlepiej z supłami - pomocnego przy wyprostach, gdy nie jesteśmy w stanie bez pomocy rąk wykonać więcej niż 5 powtórzeń w 1 serii). Można też robić wyprosty pleców przy pomocy rąk leżąc brzuchem na jakimś stołku, ławce (w poprzek), krześle, schodach (z góry) - to też zwiększa zakres ruchu. Poza walorami czysto estetycznymi płynącymi z tego typu ćwiczeń w postaci wyprostowanej sylwetki, bardziej skoordynowanego i sprawiającego mniej kłopotu chodzenia oraz lepszego widzenia (to nie żart!), sprawne mięśnie brzucha i pleców zapewniają prawidłowe ułożenie ("trzymanie") wszystkich organów wewnątrz naszego ciała (i to nie tylko w obrębie jamy brzusznej), gwarantując tym samym optymalne ich funkcjonowanie. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że JAKIEKOLWIEK NAPIĘCIE (FIZYCZNE I NIE TYLKO - W TYM OKA) NIEUCHRONNIE PROWADZĄCE DO PRZEDWCZESNEGO ZMĘCZENIA, MA SWOJE ŹRÓDŁO W NADMIERNEJ SŁABOŚCI ORGANU (WZGLĘDEM DZIAŁAJĄCEGO NAŃ "OBCIĄŻENIA"), MARNEJ KONDYCJI LUB NIEDOSTATECZNIE SPRAWNYM (SKOORDYNOWANYM, EFEKTYWNYM) JEGO DZIAŁANIU. WZMACNIAJĄC SIEBIE FIZYCZNIE (PRZEDE WSZYSTKIM CHODZI MI TU OPTYMALNE ŻYWIENIE POŁĄCZONE Z TRENINGIEM MIĘŚNI ORAZ ODPOCZYNKIEM UMOŻLIWIAJĄCYM PEŁNĄ REGENERACJĘ ORGANIZMU) - POZBYWAMY SIĘ NAPIĘĆ (JESTEŚMY SILNIEJSI NIŻ ONE); ĆWICZĄC ROZCIĄGANIE MIĘŚNI - W ZNACZNYM STOPNIU (DORAŹNIE) ŁAGODZIMY ICH SKUTKI; NATOMIAST UTRZYMUJĄC WŁAŚCIWĄ POSTAWĘ CIAŁA/OKA PODCZAS CHODZENIA/WIDZENIA - USPRAWNIAMY DZIAŁANIE I KOORDYNACJĘ WZROKOWO-RUCHOWĄ. TO WŁAŚNIE POŁĄCZENIE ODPOWIEDNIEGO (SZEROKO ROZUMIANEGO) ODŻYWIANIA {W TYM WEWNĘTRZNEGO: OKRESOWEGO STOSOWANIA GŁODU (JEŚLI TRZEBA) - NAWET NIEDŁUGIEGO - TRWAJĄCEGO POWIEDZMY TYLKO PÓŁ DNIA LUB KILKA PIERWSZYCH GODZIN PO NOCNYM ŚNIE (W JEDNYM BĄDŹ KILKU KOLEJNYCH DNIACH - WEDLE WŁASNEGO WYCZUCIA) - W CELU POLEPSZENIA PRZEZ TO TRAWIENIA I W OGÓLE FUNKCJONOWANIA ORGANIZMU - por. "Czym i jak się odżywiać, aby organizm funkcjonował jak szwajcarski zegarek" (drugie niebieskie zaznaczenie) w dziale: "Odżywianie a myślenie, samopoczucie, wzrok, wygląd, kondycja, siła..."} Z ODPOWIEDNIMI ĆWICZENIAMI ROZWIJAJĄCYMI MIĘŚNIE ORAZ JE ROZCIĄGAJĄCYMI (KTÓRE TO ZRESZTĄ MOŻNA WYKONYWAĆ JEDNOCZEŚNIE - W TRAKCIE ĆWICZEŃ Z OBCIĄŻENIEM - PODCZAS OPUSZCZANIA CIĘŻARU) JEST WG MNIE (I NIE TYLKO MNIE) NAJLEPSZYM SPOSOBEM NA ZACHOWANIE W ZDROWIU CAŁEGO CIAŁA, NIEZALEŻNIE OD NIEKORZYSTNYCH WARUNKÓW ZEWNĘTRZNYCH (TZW. "STRESU" CZY - W PEWNYM STOPNIU TAKŻE - ZANIECZYSZCZENIA ŚRODOWISKA) - por. pierwszy akapit rozdziału "Jak maksymalnie zoptymalizować odżywianie i komfort życia?" w dziale: "Odżywianie a myślenie, samopoczucie, wzrok, wygląd, kondycja, siła...". A czym grozi ciągłe, regularne "wystawianie" słabego (gdy źle się odżywiamy i prowadzimy niezdrowy tryb życia) organizmu na działanie napięć nie muszę chyba nikomu mówić - nowotwory, nadciśnienie, choroby serca, udary mózgu, lęki, depresje, fobie stanowią tylko przysłowiowy wierzchołek góry lodowej. A często zaczyna się to wszystko bardzo niewinnie: od pogorszenia wzroku, a więc narządu zmysłu, bez którego "spokojnie" - wydawałoby się - można by "żyć" (w sensie wegetatywnym).
  10. 11. DO TRWAŁEJ POPRAWY OSTROŚCI WZROKU NIEZBĘDNA JEST OPTYMALNA FORMA I KONDYCJA CAŁEGO CIAŁA - CHODZI TU PRZEDE WSZYSTKIM O STAN MIĘŚNI SZKIELETOWYCH W CAŁYM CIELE (JUŻ SAMO TO AUTOMATYCZNIE PRZEKŁADAĆ SIĘ BĘDZIE NA STAN MIĘŚNI OCZU, A PRZEZ TO NA OSTROŚĆ WIDZENIA) WYNIKAJĄCY (PRZEDE WSZYSTKIM) ZE STOSOWANEJ DIETY ORAZ (W NIECO MNIEJSZYM STOPNIU) WYKONYWANYCH ĆWICZEŃ (por. Istota metody Batesa - podkreślony ciąg przed rys. nr 2"Czym i jak się odżywiać...?" (na niebiesko trzecie zaznaczenie) działu: "Odżywianie a myślenie, samopoczucie, wzrok, wygląd, kondycja, siła ...", oraz cytat z początku działu). ODPOWIEDNIE (OPTYMALNE) ODŻYWIANIE JEST BOWIEM ABSOLUTNIE NIEZBĘDNEZARÓWNO DO WYKONYWANIA SWOBODNYCH, PŁYNNYCH I NATURALNYCH (BEZ ŻADNEGO NAPIĘCIA) MINIMALNYCH (PRAWIE ŻE NIEWYCZUWALNYCH - ZUPEŁNIE NIEŚWIADOMYCH DLA OSÓB Z NORMALNYM WZROKIEM, NIEZNAJĄCYCH DOKŁADNIE PROCESU WIDZENIA) PRZESUWÓW POLA MAKSYMALNIE OSTREGO WIDZENIA, JAK TEŻ I PRAWIDŁOWYCH (SPRAWNYCH, LEKKICH) RUCHÓW LOKOMOCYJNYCH CAŁEGO NASZEGO CIAŁA (W O WIELE BARDZIEJ SKOORDYNOWANY, ENERGICZNY I NATURALNY SPOSÓB MIMOWOLNIE ZACZNIEMY SIĘ PORUSZAĆ, LŻEJ I GŁĘBIEJ ODDYCHAĆ I W OGÓLE FUNKCJONOWAĆ) - por. "Czym i jak się odżywiać...?" (na niebiesko trzecie zaznaczenie) działu: "Odżywianie a myślenie, samopoczucie, wzrok, wygląd, kondycja, siła ...". Dobrze jest, jeśli odpowiednio się odżywiając [tu polecam spożywanie pełnowartościowego (zwierzęcego) białka na przemian - w jednym dniu ok. 0,8-1 g na 1 kg prawidłowej (wzrost w cm minus 100) wagi ciała,  w drugim ok. 1,2-1,5 g / 1 kg, przy względnie stałym spożyciu tłuszczu, mieszczącym się w przedziale 0,5-1g / 1kg - por. rozdział "Czym i jak się odżywiać...?" (na niebiesko pierwsze zaznaczenie) działu: "Odżywianie a myślenie, samopoczucie, wzrok, wygląd, kondycja, siła ..."], wykonujemy co parę dni jakieś ćwiczenia ogólnorozwojowe (choćby przez 5-10 min) - mogą to być np. pompki (ewentualnie ćwiczenie z futryną w poprzednim punkcie opisane), przysiady, podciąganie na drążku (początkowo może być przy pomocy nóg - jeśli ciężko nam idzie "dźwiganie" własnego ciężaru), "brzuszki" oraz odwrotne "brzuszki", czyli wyprosty grzbietu (nie częściej niż co 3-4 dni, zwłaszcza jeśli ma się zakwasy), bieg, jazda rowerem, gra w piłkę [co 2-3 dni (obojętnie jaką: tutaj dobrze możemy ćwiczyć również widzenie centralne i obwodowe oraz naturalne przemieszczanie wzroku - jeśli oczywiście zachowamy rozluźnienie i świadomość widzenia)] czy choćby spacer (można nawet codziennie, jeśli nie jest zbyt długi). Ćwiczenia fizyczne bowiem powodują lepsze ukrwienie, a tym samym - jeśli się dobrze odżywiamy - lepsze zaopatrzenie organizmu (w tym oczu) w substancje odżywcze i tlen. Poza tym, takie postępowanie zwiększa wrażliwość naszych tkanek i komórek (aktywnych) na insulinę - będziemy mogli (a nawet chcieli, o czym więcej pisałem w rozdziale "Jak maksymalnie zoptymalizować odżywianie i komfort życia?" (na niebiesko) działu: "Odżywianie a myślenie, samopoczucie, wzrok, wygląd, kondycja, siła ...") jeść tłuściej (więcej niż 1g tłuszczu / 1kg prawidłowej wagi ciała) i z większą ilością białka (powyżej 1g / 1kg) bez żadnych negatywnych konsekwencji (ilość zjadanych węglowodanów może się nawet nieco zmniejszyć - po prostu organizm będzie je efektywniej wykorzystywał). Mało tego, zwiększona podaż tłuszczu oznaczać będzie równocześnie zwiększoną podaż witaminy A (i innego rozpuszczalnego w tłuszczach przeciwutleniacza wzmacniającego jej działanie, jakim jest witamina E) - nieodzownej w procesie prawidłowego widzenia - gwałtownie może się nam zacząć poprawiać wzrok i funkcjowowanie oczu [komfort patrzenia (samopoczucie i kondycja zresztą też) - por. punkt 7 "Wydziału prewencji" oraz cytat z początku działu]. Dla wzmocnienia efektu polecam też spożywać owoce lub warzywa bogate w witaminę C (papryka, natka pietruszki, szczypiorek, kiwi, truskawki, pomarańcze - to najpopularniejsze jej źródła - nie należy jednak łączyć ich z pestkami czy orzechami w jednym posiłku). Jeśli chodzi o najlepsze źródła witamin A i E, to są nimi: pestki z dyni (dodatkowo zawierają też pożądane rodzaje tłuszczy - patrz: punkt 7 "Wydziału prewencji"), jaja [a w zasadzie żółtka jaj - niekoniecznie należy się obawiać zawartego w nich cholesterolu (por. punkt 12 "Wydziału prewencji"); poza tym działanie cholesterolu można zneutralizować ruchem/ćwiczeniami/aktywnym trybem życia, a także czosnkiem/warzywami - por. punkt 13 "Wydziału prewencji"], mleko (minimum 2% tłuszczu - lepiej pić tłustsze 3,2%), margaryny i masła roślinne (zwierzęce masła zresztą też). Co prawda dużo tych przeciwutleniaczy (A i E, a także witaminy D odpowiedzialnej za przemianę wapnia i fosforu w organizmie - por. punkt następny wraz z odnośnikami w nim zawartymi) występuje również w wątrobie zwierzęcej (tam jest składowany ich nadmiar), jednakże organ ten kumuluje w sobie (prócz cholesterolu w rekordowych ilościach) także rozmaitego rodzaju zanieczyszczenia (metale ciężkie itp.), tak więc nie należy jeść tego często [to samo tyczy się picia tranu - lepsze (mniej zanieczyszczone) są tabletki "tranowe" - por. punkt 7 "Wydziału prewencji"]. U osób krótkowzrocznych nadto - prócz niedoboru witaminy A (i innych przeciwutleniaczy działających "razem") - występuje też niedobór witaminy B1, ale ona występuje powszechnie w pożywieniu (produkty zbożowe, groch, fasola, mięso wieprzowe, orzechy, pestki z dyni, papryka i w ogóle warzywa i owoce, a także inne pokarmy). Co do kwestii ogólnych, to należy zapewnić organizmowi (i oczom) optymalną regenerację poprzez odpowiednio długi i głęboki sen (notabene również niemożliwy bez właściwego odżywiania i trybu życia - co kilka dni chociażby średnio intensywnego ruchu na świeżym powietrzu celem dotlenienia). Ważne jest, aby wsłuchiwać się w cały organizm (nie tylko narząd wzroku, choć w ten - przede wszystkim) i przynajmniej w miarę aktualnych naszych możliwości (w dzisiejszym świecie niestety często tylko to nam pozostaje) czynić jego potrzebom zadość. Chodzi tu o odpowiednie żywienie oraz nieprzemęczanie tak fizyczne (w tym wzroku - poprzez częste odrywanie go od obrazu), jak psychiczne czy intelektualne - jeśli coraz ciężej lub wolniej jakaś czynność nam wychodzi, po prostu ją rzućmy i nie pracujmy ("tyrajmy") dalej w takim stanie.
  11. 12. Wystąpieniu i utrzymywaniu wzmożonego napięcia mięśni oczu (i nie tylko) bardzo sprzyja kofeina (owoce guarany, kawa prawdziwa, zielona herbata, Coca Cola, Pepsi, napoje energetyzujące i pobudzające). Środek ten bowiem zwiększa magazynowanie wapnia tkankach aktywnych, powodując przez to silniejszy skurcz mięśni, w tym i tak już napiętych ponad miarę - jeśli jesteśmy krótkowidzami - mięśni skośnych oka (jeśli mamy dalekowzroczność, to silniej kurczyć się będą 4 mięśnie proste oka; zaś w przypadku astygmatyzmu - jedne i drugie, tj. proste i skośne mocniej się "zacisną"). Według prof. Stefanii Szymankiewicz, jedną z przyczyn krótkowzroczności są zaburzenia w gospodarce wapniowo-fosforowej (por. - pierwsze zaznaczenie niebieskim kolorem - "Czym i jak się odżywiać, aby organizm funkcjonował jak szwajcarski zegarek" w dziale: "Odżywianie a myślenie, samopoczucie, wzrok, wygląd, kondycja siła...")  i hormonalnej organizmu (por. kilka pierwszych (wcześniejszych - początkowych) zdań rozdziału i działu jak wyżej) [Szymankiewicz 1997]. O kawie i innych używkach czytaj też punkt 10 "Wydziału prewencji".
  12. 13. Wzrok z reguły jest lepszy przez kilka godzin po nocnym śnie - różnice mogą być nieraz spore i zauważalne (a już na pewno zauważalne jest lepsze funkcjonowanie oczu - bez większych, wyczuwalnych napięć). Dlatego też dobrze jest wtedy stosować zwłaszcza te trudniejsze (wymagające większej koncentracji) ćwiczenia, jak np. świadoma fiksacja ("wyodrębnianie"), ćwiczenia "figury" i "tła" czy ćwiczenia pamięci wzrokowo-ultrakrótkotrwałej (te z zamykaniem powiek z punktu 8), a na wieczór (noc) zostawić ćwiczenia łatwiejsze, relaksacyjne, typu przebywanie w absolutnej ciemności, "bujanie", SWOBODNE WIDZENIE (BEZ ŻADNYCH NAPIĘĆ I WYSIŁKU - CHĘCI DOKŁADNEGO UJRZENIA CZEGOKOLWIEK - TO ZRESZTĄ ZAWSZE NALEŻY PRAKTYKOWAĆ), itp., chyba że już od rana czujemy w oczach napięcie i (lub) mamy gorszy wzrok (ewentualnie ćwiczenia bardziej skomplikowane nie przynoszą nam spodziewanych efektów bądź samo zaczynamy stosować "metodę Batesa") - wówczas przez cały czas (dzień, pierwszą połowę dnia, kilka godzin, ... - wedle własnego wyczucia - do ustąpienia napięcia w oczach) wykonujmy ćwiczenia i zalecenia relaksacyjne. Wahania ostrości wzroku w ciągu dnia oraz (w przypadku krótkowidzów) komfortu widzenia, spowodowane są tym (poza oczywistym faktem względnej regeneracji oczu w trakcie snu, zależnej też - a raczej przede wszystkim - od odżywiania i prowadzonego trybu życia), że światło (słoneczne) jest niezbędne do prawidłowego widzenia centralnego (z maksymalną ostrością - pod kątem nie większym niż 1') - w mroku czy półmroku jest ono niemożliwe i przechodzi naturalnie w widzenie "awaryjne" (obwodowe - całościowe - pod zwiększonym kątem wszyscy wówczas patrzymy), umożliwiające tylko stwierdzenie czy coś "tam" (większego) jest, czy nie ma [bez dokładnego rozpoznawania wzrokiem (płynnego przesuwania po obiekcie obszaru maksymalnie ostrego widzenia - ten obszar w mroku nie działa) - chyba że zgadniemy co to jest, bądź wiemy i znamy niewyraźnie postrzegany obiekt, ale to już z precyzyjną wzrokową analizą widzianego obrazu oraz dokładą jego syntezą nie ma nic wspólnego - por. punkt 3 tym kolorem]. W związku z powyższym, przynajmniej w miarę możliwości pracować wzrokowo (i nie tylko wzrokowo zresztą) należy w przedziale od wschodu do zachodu słońca (oczywiście nie non stop - jak najczęściej należy odrywać wzrok od obrazu). Po zachodzie słońca oczy (zwłaszcza krótkowidza) męczą się znacznie szybciej, niezależnie od jakości oświetlenia - nic nie jest równie dobre jak światło słoneczne, nawet w pochmurny dzień. Zalecenie JAK NAJCZĘSTSZEGO odrywania (odpoczywania) w świadomości wzroku od obserwowanego obrazu i utrzymywania tego stanu, w warunkach złego oświetlenia (czy wręcz jego braku) nabiera szczególnej wymowy.

        Istnieje również wiele innych technik poprawy widzenia opartych na metodzie Batesa, począwszy od sugestii i autosugestii poprzez praktykowanie medytacji, stanów transowych, terapię manualną, masaże i zabiegi dotykowo - cieplne, leczenia oddechem i metodą wibracyjną, a także - jak przypuszczam - wiele innych, jednakże w każdej z tych technik chodzi o jedno: ROZLUŹNIENIE OCZU I CAŁEGO CIAŁA oraz wychwycenie, wyrobienie i utrwalenie (zapamiętanie w podświadomości) prawidłowych nawyków wzrokowych [Lewin 2003]. To, co tutaj opisałem osobiście bardzo mi pomogło i nadal pomaga - myślę, że jest to najlepsza strategia wychodzenia z krótkowzroczności.

Podsumowanie metody Batesa oraz próba jej oceny

Wrócić do podstaw - tak na zdrowy rozum...


        Zauważmy następujące (podstawowe) związki przyczynowo-skutkowe: gdy jesteśmy chorzy często nie mamy apetytu (nie chce się nam jeść); gdy coś nas boli - nie dotykamy tego miejsca; gdy jesteśmy słabi fizycznie (i oczywiście mamy choć trochę rozumu) - nie próbujemy podnosić dużych (ponad nasze siły) ciężarów; gdy jesteśmy bardzo zmęczeni - nie w głowie nam jakikolwiek wysiłek; gdy mamy katar (zapchany nos) - nawet nie próbujemy wąchać, a często nawet i oddychać przez nos... Czy zatem funkcjonowanie naszych oczu i zmysłu wzroku miałoby się kierować zupełnie innymi regułami (prawidłowościami) niż powyższe (uniwersalne)? Jeśli nie, to dlaczego, gdy mamy zmęczone oczy (u krótkowidza - z uwagi na niewłaściwe posługiwanie się wzrokiem - są one ciągle przeciążane) i/lub nieostro widzimy, nie dajemy im (oczom) tego, czego się domagają - ODPOCZYNKU ROZUMIANEGO JAKO ZAPRZESTANIE DĄŻENIA DO ("SIŁOWEGO" - Z NAPIĘCIEM W OCZACH) WYRAŹNEGO (BA - CZĘSTO JAKIEGOKOLWIEK) WIDZENIA? Czyż nasze postępowanie nie jest irracjonalne, i czyż nie OKŁAMUJEMY przez to samych siebie, a konkretnie - naszych oczu (por. związek widzenia z prawdą - końcówka punktu 8)? Czy częste mruganie oraz względnie wyraźne widzenie na bliskie odległości - co zauważył już Arystoteles (
por. pierwsze zdanie od samej góry) - nie jest NAJLEPSZYM, NATURALNYM SYGNAŁEM-WSKAZÓWKĄ, co i jak należy czynić (ćwiczenie do bliży, częste zamykanie oczu, przebywanie w absolutnej ciemności, odrywanie w świadomości wzroku od obrazu), a czego unikać (wysiłku skierowanego na siłowe "nastawianie" ostrości wzroku do dali, powodującego napięcie, ból i dyskomfort podczas patrzenia - por. ostatni akapit rozdziału "Istota metody Batesa" oraz pierwszy następnego), aby odzyskać (dawną) ostrość wzroku? Czy nasz organizm (oko) jest głupszy od "wszystko wiedzących" lekarzy (okulistów)? Sprawy dotyczące zdrowia, wbrew pozorom są bardzo proste - wystarczy tylko dobrze wsłuchiwać się we własny organizm i czynić jego potrzebom zadość - to my sami niepotrzebnie w życiu wszystko komplikujemy...

        Naturalna metoda samoleczenia wzroku opracowana przez dr Williama Horatio Bates'a w wyniku 30-letnich badań nad zachowywaniem się oczu (nie tylko ludzkich) w różnych warunkach, tak zewnętrznych (różny stopień oddalenia widzianego obiektu, oświetlenia, kontrastu itp.) jak i wewnętrznych (różne stany emocjonalne), a także oparta na licznych przesłankach zdroworozsądkowych, wyjaśniająca w bardzo prosty, jasny i nieskomplikowany sposób akomodację, po dzień dzisiejszy nie znajduje uznania u okulistów, a już na pewno tych "leczących" w Polsce (choć zaznaczyć trzeba, że przynajmniej w dwóch miejscach - Warszawie i Krakowie - działają ośrodki tym się zajmujące, aczkolwiek prowadzą je raczej nie okuliści, choć też "coś niecoś" o widzeniu z pewnością wiedzą, a np. psychologowie jak Mikołaj Markiewicz, założyciel Ośrodka Holistycznej Terapii Widzenia w Warszawie) [Bates 2000]. Mimo tych niesprzyjających warunków (osobiście o istnieniu możliwości naturalnej poprawy ostrości wzroku dowiedziałem się całkiem przypadkowo ok. roku 2000 z audycji w I Programie Polskiego Radia pt. „Z pierwszej ręki” bądź „Popołudniówka Programu Pierwszego" - nie pamiętam dokładnie, wiem że było to ok. godz. 18), ruch ten zdaje się powoli, bo powoli, lecz ciągle rozwijać. Za granicą (w krajach Europy zachodniej i USA) od wielu dziesięcioleci metoda Bates'a stosowana jest na dość szeroką skalę. W wielu krajach istnieją też specjalne szkoły widzenia bazujące na tej właśnie metodzie. Powstały oficjalne organizacje zrzeszające kontynuatorów dzieła Batesa. W 1968 r. w Indiach otwarto Instytut Idealnego Wzroku, w którym podstawę nauczania stanowi właśnie owa Batesowska metoda, wykładana w czteroletnim cyklu nauki [Lewin 2003, Fingerbild 1999]. Analiza wyników przytaczana przez zagraniczną prasę dowodzi dostatecznej jej skuteczności w leczeniu (pozbywaniu się) krótko- i dalekowzroczności, a także niezborności (astygmatyzmu), starczowzroczności (wysokiej dalekowzroczności pojawiającej się wraz z podeszłym wiekiem), jak i szeregu innych (nawet bardzo poważnych) schorzeń oczu, będących następstwem rozwoju tychże (przed chwilą wymienionych) wad refrakcji [Lewin 2003]. O jej powodzeniu świadczy też przypadek światowej sławy filozofa i pisarza A. Huxley’a, który będąc na skraju ślepoty, pod kierownictwem M. Corbett (uczennicy Batesa) po kilku miesiącach stosowania jej ćwiczeń i zaleceń, mógł czytać bez okularów (wydał zresztą też książkę pt. Sztuka widzenia) [Fingerbild 1999]. Również i mój skromny przykład o tym świadczy, choć mam wadę nie większą niż ok. -2 dioptrie. W wyniku stosowania (a w zasadzie eksperymentowania) z metodą Batesa, obecnie wzrok mój waha się między owymi -2 a 0 dioptrii, w zależności od stosowanej diety (nawet mnie czasem - w natłoku codziennych, zwłaszcza niespodziewanych spraw - trudno jest ciągle odżywiać się optymalnie) i prowadzonego stylu życia, oraz tego jak się przykładam do tych ćwiczeń i zaleceń [nieraz po prostu - gdy jest się czymś zajętym dłuższy okres czasu - mimowolnie zapomina się o nich (ba - zapomina się o prawidłowym odżywianiu i trybie życia!); poza tym myślę sobie: jeszcze kiedyś wzrok poprawię - przecież już wiem jak to się robi]. Eksperymentowałem z tą metodą od 3,5 lat, często wpadając w różnorakie błędy (zwłaszcza żywieniowe) oraz schematy widzenia (po prostu przenosiłem konkretne ćwiczenia czy zalecenia na grunt normalnego widzenia i np. wszystko, co znajdowało się w obrębie mojego pola widzenia zaczynałem bez sensu nieustannie fiksować, niezależnie od tego czy interesowało mnie to co widziałem, czy też nie). Teraz wiem, że postępowałem niewłaściwie. Gdybym na początku zadbał należycie o własne zdrowie (odżywianie i kondycję) oraz wsłuchiwał się bardziej w potrzeby własnego organizmu (w tym oczu), niewątpliwie widziałbym już dawno idealnie - być może nawet lepiej niż przeciętny człowiek (Bates twierdzi, że granicę widzenia wyznacza odpowiedni poziom opanowania fiksacji centralnej - im szybciej i precyzyjniej się fiksuje, tym lepiej się widzi). W ciągu tych już ponad czterech lat (odkąd stosuję tą metodę), nigdy na dłuższą metę nie pogorszył mi się wzrok. Bywały co prawda, a to przejściowe - do kilku bądź kilkunastu dni najczęściej - spadki ostrości wzroku bądź takie same jego poprawy w zależności (głównie) od tego czy (wtedy jeszcze nieświadomie) odżywiałem się prawidłowo (i zawsze był w mojej krwi odpowiedni poziom cukru oraz substancji odżywczych), czy też nie, jednakże nie spowodowało to u mnie (na dłuższą metę) ani o jotę postępu krótkowzroczności. Dla porównania: w 1999 r., kiedy to okulista przepisał mi okulary o mocy: -0,25 D - lewe, i -0,5 D - prawe szkło, nie widziałem w nich wyraźnie już po upływie chyba miesiąca (albo i mniej choć używałem ich sporadycznie). Z następnymi wizytami było podobnie. Po dalszym pogarszaniu się wzroku (doszedłem do szkieł mocy -1 D) powiedziałem sobie dość, i raz na zawsze rzuciłem okulary. Zacząłem szukać w Internecie informacji o metodzie Batesa, w księgarni internetowej zakupiłem kilka książek traktujących o tym, i zacząłem na własnych oczach (a w zasadzie całym organizmie) sprawdzać czy to rzeczywiście działa. I - w zależności od stosowanej diety (przede wszystkim) - działało jak wyżej opisałem. Jestem pewien, że gdybym wówczas zaufał szkłom, miałbym teraz krótkowzroczność przynajmniej dwa razy większą, chodziłbym w grubych okularach (ewentualnie nosiłbym na oczach soczewki), a ponadto prawdopodobnie byłbym leczony np. na jaskrę (która zresztą ściśle się wiąże z rozwojem krótkowzroczności). Innymi słowy stałbym się ofiarą współczesnej medycyny. Tak, ofiarą medycyny - nie waham się użyć tych słów - gdyż nie tylko w przypadku "leczenia" chorób oczu, ale także wszystkich innych (przewlekłych - że o tzw. "nieuleczalnych" tutaj nie wspomnę) działa ona źle. Wiem, że z perspektywy zwykłego śmiertelnika być może nie powinienem krytykować nauki i jej osiągnięć (i całej - o czym dalej - nie krytykuję), ale nie mogę też kłamać, kiedy nauka (medycyna - przynajmniej w części) już dawno sprzeniewierzyła się prawdzie, czego najlepszym dowodem jest efekt placebo. Po co wtłacza się w człowieka różnego rodzaju świństwa w postaci chemii i (lub) kroi się go (czasem - co wcale nie jest śmieszne) jak za przeproszeniem "prosiaka" (poza przypadkami nieszczęśliwych, nagłych wypadków, gdzie - rozumiem - bezpośrednio ratuje się ludzkie życie), skoro wszyscy wiedzą, że to nic nie daje, a efekt placebo jest taki sam? Dla zabawy lub żeby zobaczyć co jest w środku (taka praktyka studencka na żywym organizmie - o zgrozo)? Jak takie „leczenie” ma się do godności człowieka nie muszę chyba nikomu mówić. "Boże, Ty widzisz i nie grzmisz" - chciałoby się rzec. Ale zostawiam już to (więcej o tym w ostatnim rozdziale działu: "Lecznicza głodówka" - "Medycyna tradycyjna a naturalna").
 
        Dr Bates jako argument przemawiający najdobitniej (oprócz oczywistej kwestii wydłużenia oka poprzez nadmierne napięcie mięśni skośnych, a nie jakichś tam malutkich rzęskowych, znajdujących się we wnętrzu oka) za słusznością swojej teorii przytacza (jak już wcześniej wspominałem) możliwość dokładnego widzenia przez niektóre osoby, którym z takiego czy innego względu, np. zaćmy (bądź wysokiej krótkowzroczności) usunięto soczewkę  - ewentualnie urodziły się bez niej - i w związku z tym pyta: jak to jest możliwe, jeśli za akomodację miałaby być odpowiedzialna soczewka wraz z mięśniami rzęskowymi? To pytanie jednak wśród okulistów albo odbija się głębokim echem, albo odpowiedź na nie jest tak pokrętna [przez ludzi nauki notabene (!!!), że nieomal przypisuje się takowy stan... interwencji siły wyższej (!?)]. Gwoli ścisłości należy tu zaznaczyć, że dr Bates nie był pierwszym człowiekiem, który odkrył (a już z pewnością nie on pierwszy tak przypuszczał), że oko w ten sposób funkcjonuje, jednakże na pewno był pierwszym, który przeprowadził na tak szeroką skalę eksperymenty, które to potwierdziły, i który dokładnie opracował i opisał możliwość naturalnego samoleczenia wzroku [Lewin 2003, Bates 2000].

         Po dziś dzień mechanizm akomodacji jest przedmiotem badań naukowych i licznych hipotez. Od dawna też okuliści głowią się (takie w każdym razie jest ich oficjalne stanowisko) nad znalezieniem skutecznych sposobów bezoperacyjnego i bezprzyrządowego (bez soczewek kontaktowych czy okularów) przywracania prawidłowego wzroku, jednakże - jak dotąd - ich wysiłki spełzają w zasadzie na niczym. Mogą co prawda bez większych problemów zwiększać ostrość wzroku za pomocą okularów, soczewek kontaktowych tudzież operacji chirurgicznych oczu, jednakże są to działania doraźne (może poza ćwiczeniami ze szkłami plusowymi do dali, polegającymi na rozpoznawaniu przez nie liter z tablicy Snellena z coraz to dalszej odległości - wg mnie jest to w gruncie rzeczy optyczna wersja podstawowego zalecenia dr Batesa, jakim jest niewpatrywanie się; niewyraźne widzenie przez plusowe szkło wymusza bowiem na naszych oczach ruch poprzez ciągłe oderwania wzroku od obrazu - po co bowiem mamy wpatrywać się długo w coś niewyraźnego, skoro wiemy, że i tak bardzo wyraźnie tego czegoś przez te szkła nigdy nie zobaczymy), likwidujące co najwyżej skutki, a nie przyczyny wad refrakcji [Lewin 2003]. To zaś, na co Bates zwrócił szczególną uwagę opracowując swoją leczniczą metodę, to związek ostrości widzenia i ogólnego funkcjonowania oczu z fizjologicznym stanem organizmu jako całości oraz współdziałanie w procesie widzenia oczu (wzroku), wyobraźni i pamięci, a także szeregu innych procesów psychicznych od nich pochodnych. Kluczową rolę w tym wszystkim odgrywa jednak według mnie prawidłowe odżywianie.

     

 

Bibliografia: